Oj zarasta, zarasta:)

Ale bez przesady, Chrewt wcale nie był "oazą ciszy i spokoju" 10 lat temu:)
Pamietasz jak na samej górze ktoś regularnie wsytawiał baniaki i ze skrzeczącego wzmacniacza całe dnie "nadawał" przeboje? Wtedy na topie był Jason Donovan - czasem śni mi się jeszcze ten głośnik, naprawdę robił wrażenie. A słowa tak zapamiętałem, że mogę cytowac z pamięci :P
A może stojący na cypelku autobus z syf-żarciem, muzą i tony śmiecia walające się wkoło niego?
Poza tym nie 4 chałupy na krzyż, bo domki na górze - te trzy "Rzepedki" - (Kotwica, Sanwil i coś tam jeszcze - chyba dobrze pamiętam) postawiono właśnie jakieś 10 -15 lat temu. No i jeszcze osiedle domków pod lasem - to już nie tekturowe budki z początku
ośrodka, gdy w materacach mieszkały miliony myszy, a na kilkanaście chałupek były 2 latryny.

Fakt dużo się zmieniło, ostatni raz w Chrewcie na dłużej bywałem właśnie 10 lat temu:)
Potem była przerwa i zeszłego roku zajechałem rowerem wyładowanym bagażem - ot tak na chwilę, wykąpać się w jeziorze i co? I nic - jeszcze szybciej dałem stamtąd nogę:(
Po prostu bałem się, że mi ktoś rowerek ukradnie i będę do Łopienki pieszo drałował :), a obawy me spowodowała spora ilość "kolesi" w dresikach z właściwą im fizjonomią....
Keja zamknięta....
Kolor wody wcale ciekawy ...
Jak pisał Sapkowski - coś się kończy i coś zaczyna.
Już pewnie nie będę pływał "optymistami" po zalewie, bo się nie zmieszczę.
A na insze nie mam ochoty.

Znam swoje miejsca nad Soliną gdzie jeszcze spokojnie mogę popływać. Ale trzeba dawać z buta i to wcale nie drogą. A na żaglówkę tego lata odkryłem Jeziorak późnym sierpniem:) Poza Iławą jest naprawdę miło...

Pozdrawiam
Lech