Może z tymi czterema chałupami trochę przesadziłem. Do Chrewtu zaglądam raczej sporadycznie.
Obserwuję głównie od strony wody, jak wszędzie przybywa mniej lub bardziej dzikiej zabudowy.
A w Chrewcie przeżyłem dość niemiłą przygodę. Kawałek za baranimi rogami miałem bardzo poważną awarię łódki. Na szczęście jest tam ładna plaża i ktoś tam po paru godzinach wreszcie podpłynął. Oczywiście zaoferował pomoc w dotarciu do Chrewtu, bo" tam ponoć ratownicy mają" telefon. Okazało się, że ratowników ani śladu (był początek czerwca) - ponoć sezon rozpoczynają w lipcu. Ktoś podpowiedział, że kawałek wyżej, przy drodze jest knajpa z telefonem. Owszem, była knajpa, był telefon (taki na korbę)
i miejscowy folkloryt sączący z wyszczerbionych kufli - tyle, że na połączenie z ośrodkiem wojskowym Jawor (tam mieli motorówkę) przyło czekać dwie godziny. Wówczas o komórkach jeszcze nikt nie słyszał.
Wspomniany barobus był - ale był zamknięty. Pamiętam też, że centralnym obiektem
pośrodku pola namiotowego był jakiś sporych rozmiarów szalet - cuchnący na kilometr.
Coś jednak od tamtej pory się zmieniło, bo ludzi widać więcej i jest bardziej kolorowo.
Ale ja takie miejsca omijam. Mam swoje przecudne zatoczki w których cumuję i podziwiam widoki. Od czasu do czasu uzupełniamy zapasy prowiantu w Polańczyku i zjadamy pyszny objadek w knajpce Pod Malwami a na zapleczu super deserek.
Wracamy nałódkę i płyniemy gdzie wiatry poniosą i ludzi nie widać.
I tak przez cały miesiąc co roku od ponad dwudziestu lat.
I jeszcze nam się nie znudziło !!!


Odpowiedz z cytatem