Dlaczego tak nie ma w Bieszczadach? Kapitalne pytanie. Pojemne.

Zależy, czego się od tych Bieszczad oczekuje, i czego nam w nich brakuje.
To może być dobry wątek do dyskusji o dalszy kierunek rozwoju (lub jego braku) tego regionu. A temat ten jest mi szczególnie bliski, bo z pewnym niepokojem obserwuję taką stopniową degrengoladę i brak pomysłu miejscowego samorządu i władz lokalnych w tej materii.
Bieszczady obecnie, jak wszyscy zgodnie potwierdzają „już nie te co dawniej” a jednocześnie nie bardzo wiadomo, w jakim kierunku to zmierza, jaki kształt przybiorą zmiany. Bo że Bieszczady będą się zmieniać – nie mam najmniejszych wątpliwości. Nie można powstrzymać rozwoju regionu, ale można próbować określić jakieś kierunki i priorytety. Naturalnym kierunkiem rozwoju dla regionu jest turystyka, ze względu na walory krajobrazu i oraz unikatowe środowisko przyrodnicze. I tu powstaje zasadnicze pytanie – jaka ma być ta turystyka, Rynek turystyki w Europie jest wymagający i jeżeli chcemy na nim rywalizować, to potrzebne są inwestycje. Puki co, kiepściunia baza turystyczna i niedorozwój infrastruktury nie dają szans w rywalizacji o europejskiego turystę. Na tle innych wypadamy blado – i tu jest miejsce na drugie oczywiste pytanie „Dlaczego tak nie ma w Bieszczadach?”.

Sama przyroda, choćby najpiękniejsza nie wystarczy, aby zachęcić zachodniego turystę, a „osławiona polska gościnność” pierogi, i inne takie, nie rekompensują podstawowych braków. To warunki bardziej dla survivalu niż wypoczynku.

To co budzi moje największe obawy, to właśnie to, aby rozwój ten nie poszedł w takim kierunku jak to miało miejsce w Zakopanem, gdzie zwyciężyły partykularne interesy nad zdrowym rozsądkiem, i piękne Zakopane zamienia się stopniowo w architektoniczną cepelię. Że nie wspomnę o nieuzasadnionej drożyźnie.