kumpela od jakis 10 lat chodzi ze swoim psiakiem(wilczur) po wiekszosci polskich gor, szlakiem nie szlakiem i jak na razie jeszcze nikt jej mandatu nie wlepil- psa zawsze ma na smyczy i w kagancu. Zaleta jej psa jest to ze wogole nie szczeka, wiec nie slychac z daleka ze z nim idzie :) wydaje mi sie ze nie powinno byc problemu, oni przynajmniej 2 razy w roku sa w bieszczadach
za to jak slysze o takich co wielkie bydlecia puszczaja luzem to mnie szlag trafia i ciesze sie ze niektorzy mysliwi odstrzeliwuja te dzikie bestie :D bez sensu zeby turysci musieli sie bac ze zaraz ich cos uzre... ja i tak zawsze nosze ze soba gaz i np. w tym roku pod koliba bardzo sie przydal- wychodzac w nocy z namiotu opadaly czlowieka przynajmniej 3 psy a z tarasu slychac bylo ciche "misia, nie wolno" a "misia" juz prawie u nogawki wisiala...


Odpowiedz z cytatem