Złaziłem z psem kawał gór, nie tylko w Bieszczadach. Nawet jak sam miałem kompletnie dość, to bydlę nie dawało oznak zmęczenia, pomimo dojrzałego wieku. Trzeba tylko nosić dla niego masę wody, bo nie wszędzie są strumienie.
Jak ktoś z naprzeciwka idzie z innym dużym psem (małe mój psiak ignoruje), to zabieram mojego na bok, bo też bywa bojowy ;-) . NIGDY NIKT na szlaku nie mógł się na niego uskarżać. Może poza mną, bo czasem ciągnie za smycz jakby chciał rękę wyrwać (na podejściach to zaleta).
A że pies nagle odkrywa masę nowych zapachów itp. to jak po moim widzę, tylko radość i atrakcja. Nie boję się o zagrożenia dla niego ze strony zwierzyny, której zdecydowana większość na widok czy zapach człowieka ucieka zanim zdążymy ją zauważyć.
Zresztą - odbiegam od tematu, przy wprowadzaniu zakazu nikt się dobrem psów nie kierował.


Odpowiedz z cytatem