Ja byłam ze swoim psiakiem w Bieszczadach dwa lata temu. I nawet zdobyła ze mną Rozsypaniec :) Prowadziłam ją na smyczy i nikt się nie czepiał oprócz dwóch starszych pań, którym... było mojej Nuki żal ("prowadzić psa po takich kamieniach!" :P). Gdy już schodziłam z trasy spotkałyśmy rodzinkę z psem, też suką, ( i to w ciąży) tylko jej nikt na smyczy nie prowadził, i o mały włos zaczęłyby się gryźć. Więc dołączam się do opini innych, że pieska trzeba prowadzić na smyczy. I tak będzie miał radochę :)


Odpowiedz z cytatem