Z tego co zdążyłem się dowiedzieć przed wyjazdem, ograniczenia dotyczyły wprowadzania psów na teren objęty ochroną ścisłą. Nie neguję samej zasady, całe życie składa się z pewnych ograniczeń, ale dlaczego zmian dokonuje się w trakcie sezonu ??? Z tym czy zakaz słuszny czy nie, można zawsze polemizować. Bieszczady to nie Tatry, nie ten przerób masy i nie ten cahrakter gór. Psy zawsze były w górach, np. pilnowały stad owiec (10 lat temu w Bieszczadach byłem właśnie świadkiem zdarzenia jak mój znajomy został przez takiego owczarka - przewodnika stada zdrowo capnięty). Poza tym jak ktoś się mieni miłośnikiem przyrody, to czym w takim razie dla niego jest pies? A czemu kot, o którym ani słowa w tej historii ma niby być lepszy? Mniejszy jest, mniejsze kupki robi? A ludzie to co robią? Tojtojów nie uświadczysz koło źródła Sanu... Hipokryzja i tyle. Powinien być wypracowany jakiś kompromis, uważam, że opłaty wejściowe - nawet spore, są najlepszym pomysłem. W tym kraju jest 10 mln psów, właściciele niektórych chcą chodzić z nimi po górach. Proste. A jak zakaz, to powinno być to ogłoszone PRZED sezonem (małe uzasadnienie też by się przydało, bo ja np. tylko się mogę domyślać motywów, z którymi czy się zgadzam czy nie to inna sprawa), a nie, że na kwatrze spoko, luz, piesek może być, byle nie zostawał w czasie wyjść. To po co ja mam jechać w Bieszczady? Pojeździć ciuchcią? Poprzednio 3 razy je odwiedziłem - ostatnio 8 lat temu, wszystko obszedłem od Komańczy po Sianki, z namiotem, po schroniskach, było fajnie. Teraz zapragnąłem znów zobaczyć Połoniny ale z powodu jednego psa odmawia mi się na nie wstępu. Tak się akutrat złożyło, że nie miałem go z kim zostawić, a informacje na temat zmiany warunków wprowadzania psów pojawiły się z tygodnia na tydzień. Temat ze swej strony uważam za zamknięty, aczkolwiek (trudne słowo) z pewnością nie zakończony. W załączeniu moja Pepsi - zdjęcie wykonane kilka dni temu nieopodal cerkiewki w Bystrem koło Czarnej.Zamieszczone przez naive
Pozdrawiam


Odpowiedz z cytatem