Mam psa. Byłam w Bieszczadach bez niego. Wytrzymał 10 dni u mojej babci bez reszty rodziny. I co? I nic się nie stało. Jest jamnikiem, ja osobiście nie wyobrażam sobie jak wchodzi na Rawki, a noszenie go nie byłoby jakąs większą przyjemnością, tak samo z noszeniem wody i jedzenia dla niego dodatkowo obciążającego nas. Poza tym dzięki temu, że został w Pabianicach uniknęłam walk psów na szlaku, gdyż jest psem dość "bojowym". Nie zaprzeczam że bardzo za nim tęskniłam ale wiem, że zostawiając go w domu oszczedziłam problemów sobie i mogłam beztrosko spędzić czas w Bieszczadach, ale również uchroniłam mojego pupila przed stresem jakim jest podróż, a także nowe miejsce w którym miałby mieszkać.
Pamiętajcie, że pies też czuje i nie jest plastikową lalką, która się nie zmęczy i nie będzie czuła niepokoju w nowym miejscu i sytuacji. Wydaje mi się, że najlepszym rozwiązaniem kiedy wyjeżdżamy w góry jest pozostawienie psa u najbliższej rodziny, w miejscu gdzie lubi i często przebywa.
Pozdrawiam


Odpowiedz z cytatem