Klnąc pod nosem stoimy w ogonku po "mroczny przedmiot pożądania", czyli leżajski full w Pulpicie. Przed nami tłoczy się hałaśliwa grupka młodzieży w strojach sportowych. Do kontuaru próbuje podejść wcięty już mocno węglarz, ale tłumek nie zwraca na niego uwagi i uniemożliwia zwyczajowe zatankowanie bez kolejki. Koleżka robi niepewny krok w tył i bez słowa ściąga koszulę, odsłaniając kosmaty tors. Zapada cisza. Młodzież odwraca się i z napięciem wpatruje w tubylca. A pan powolutku wyciąga ze spodni szeroki skórzany pas i wiesza go sobie na szyi. W zbitej grupce - jakoś tak samorzutnie - zaczyna się tworzyć wyłom, coraz szerszy i szerszy, który w końcu umożliwia węglarzowi podejście do bufetu i zamówienie sześciu butelek. Nie wiem, kto to był, ale nadaliśmy mu ksywkę "Mojżesz", przez skojarzenie z rozstąpieniem się Morza Czerwonego :D


Odpowiedz z cytatem