Ja tez mialam przyjemnosc poznac Jana Kolodzieja.Poczatek lat 90 -tych ,lato w Wetlinie.Prowadzilam wowczas schronisko mlodziezowe mieszczace sie wowczas w starej szkole. Byla noc,okolo 3,00 nad ranem.Ktos dzwoni do budynku schroniska.Nie czekajac,az wszystkich gosci zdazy pobudzic -wzielam z soba mojego "Goryla" -owczarka Cezara i schodze na parter. Otwieram drzwi i slysze : nazywam sie Jan kolodziej. Bylem u przyjaciol na gorce.Troche sobie wypilismy i naprawde nie moge teraz trafic do domu.Widzialem swiatlo i przyszedlem tutaj.Ja tu mieszkam 20 lat,kazdy kat znam jak wlasna kieszen,pierwszy raz mi sie to przydarzylo. Ja wowczas bylam poczatkujaca bieszczadniczka,ale o Janie Kolodzieju juz slyszalam. Zeszlam z nim do szosy,pokazalam,w ktorym kierunku ma isc i po jego zapewnieniu,ze juz sobie poradzi ,wrocilam do schroniska.