Pomysl świetny!
Iras, czy Ty masz zamiar jechać, czy tylko podpuszczasz?
Ja się raczej nie skuszę, mam już zaplanowaną w tym roku "wycieczkę" po górach (Transarpatia), więc raczej czasu mi nie starczy.
Pozwolcie jednak, że napiszę parę porad na początek.
Rozumiem, że taka wspolna wyprawa silą rzeczy musi być dostosowana poziomem do najwolniejszego uczestnika, dlatego radzę, aby wszyscy zainteresowani napisali, co dla nich oznacza termin "lajtowy odcinek dzienny" lub "lajtowa prędkość". Żeby potem nie okazalo się, że wyprawa nie jest w stanie utrzymać sie w kupie dlużej niż jeden dzień, bo dla niektorych wyczynem bedzie przebycie 40 km w ciągu dnia, a dla innych "lajcikiem" będzie przejechanie 80 km.
"Zakosami" z Warszawy w Bieszczady bedzie jakieś 500 km - tak więc minimalne tempo należalo by ustalić już wcześniej, bo taki odcinek można jechac 5 dni, tydzien, lub nawet 2 tygodnie - a urlopy trzeba poplanowac z góry...
Nie oszukujmy się, ale jeśli ktoś pali paczkę fajek dziennie, a na rowerze jezdzi 3x do roku 2 km na grzyby do lasu, :P nie pojedzie nagle po 70 - 80 km dziennie przez kilkanaście dni z rzędu...
Może ktos powie, że się czepiam, ale z wlasnego doświadczenia wiem, że umawianie się na wspolną jazdę z nieznanymi osobami, ktore jeżdzą na rożnym poziomie - to duże ryzyko. Sama znam to uczucie frustracji kogoś, kto ciągnie się w ogonie i opóźnia jazdę, jak i dostawalam szalu, kiedy musialam zatrzymywac się co 5 minut i czekać na wlekące się z tylu osoby.

Zresztą, tak sobie myślę, że nie musi być to rajd, w ktorym jedna osoba weźmie udzial od Gdanska do UG.... Można by wymyśleć coś na ksztalt sztafety! Ulozyc trase od Helu czy Szczecina az po Ustrzyki Górne, przez tereny zamieszkale przez forumowiczow, i kazdy niech jedzie sobie te 2-3 dni, spotka sie z kolejnymi, przekaże paleczkę i wraca do siebie, lub jedzie dalej...