A propos owej "nagrody". Przypomniał mi się taki kawał sprzed lat. Jest to kawał tzw. żydowski, ale nie zamierzam tu nikogo obrazić. Nie jestem antysemitą. Ani filosemitą. Ani semitą.

Otóż kiedyś w Izraelu ogłoszono ważny państwowy konkurs. Nieistotne jaki, ale był to konkurs naprawdę ważny. Przyznano trzy nagrody: I, II i III.

Jury przystąpiło do wręczania owych nagród. Zdobywca III nagrody otrzymał kluczyki od nowiutkiego mercedesa (takiego 'full wypas", o jakim niedawno marzył poseł P.). Kamery, flesze, wywiady. Uszczęśliwiony zdobywca III nagrody odjechał tym mercedesem.

Przyszła kolej na wręczenie II nagrody. Jej zdobywca otrzymał wspaniały, smaczny, duży ... tort. Kroi ten tort szukając w nim jakichś kosztowności, kluczyków od nowego samochodu lub może nawet domu, a tu ... nic i nic. Tylko tort. Nawet smaczny. Pyta się więc ściszonym głosem przewodniczącego jury :
- No dobrze, bardzo dziękuję, proszę się poczęstować, ale gdzie jest ta moja właściwa nagroda ?
- Przecież właśnie ją panu wręczyliśmy.
- Jak to ? Tylko tyle ? Zdobywca III nagrody dostał mercedesa, a ja (w końcu byłem lepszy) zaledwie jakiś tam tort ?
- Nie "jakiś tam tort". W ferworze zapomnieliśmy panu powiedzieć, że ten tort upiekła specjalnie pani premier Izraela, nasza kochana Golda Meir.

W tym miejscu zdobywca II nagrody wściekł się nie na żarty:
- A co mnie obchodzi Golda Meir ?! Ja zająłem w tym konkursie II miejsce ! A zresztą ja p...ę Goldę Meir !!!
- O nie, proszę pana ! To niemożliwe. To jest przecież I nagroda.