Zauważcie moi Drodzy, jak traktowane są zabiegi różnych społecznośći przez reprezentantów tychże we wszelakich władzach. Mieszkańcy czy to Polany czy Zatwarnicy wiedzą co jest ważne - dla nich to szkoła! To w niej widzą swoją przyszłość, kultywowanie tradycji, życie kulturalne... No bo gdzie ono ma się skupiać?
Wspaniałe dla nas przyjezdnych są spotkania z tymi ludźmi przy sklepie trzymając w ręce piwo, słuchając opowiadań, śpiewając "Hej sokoły...". Ale przecież tenże sklep nie zastąpi szkoły, nie da dostępu do ksiązki, nie zorganizuje jasełek, nie da przedstawienia dziecięcego teatrzyku...
Oprócz tego przecież istotne jest dla wszystkich rodziców, żeby ich dzieci nie wędrowały od najmłodszych lat do szkoły oddalonej 10,15 czy 40 kilometrów.
Przecież już Żeromski w "Syzyfowych pracach" opisał jak wyglądał system ówczesnej oświaty...Dzieci do elementarnej szkoły nie wędrowały kilometrami, a przecież było to pod znienawidzonym zaborcą.
A co mamy dzisiaj? Ciągłe obawy rodziców o swoje szkoły! Niepewność czy w przyszłym roku nie muszą dowozić swoje pociechy po 20-30 km.
Władze samorządu zamiast pomóc i służyć tym ludziom robią im na złość! Bo jak to inaczej nazwać? Przecież oni są tylko przedstawicielami a nie samorządem, który tworzą wszyscy mieszkańcy gminy! I niech nikt nie próbuje mi wmawiać, że jest to uzasadnione ekonomicznie. Każda inwestycja w oświatę zwraca się kilkakrotnie i przynosi konkretne zyski. Przykładem są min. takie kraje jak: Japonia, Korea Płd. a bliżej nas Portugalia czy Irlandia. Zwłaszcza te ostatnie przystępując do Unii "wpompowały" w swoje systemy oświatowe ogromne ilości kasy. Efekty widoczne!!!
Zapytajcie co władze samorządu gminnego oferują Polanie czy Zatwarnicy po likwidacji tych szkół (Zatwarnicana razie istnieje). Oczywiście nic! Bo dowóz dzieci do szkoły w Lutowiskach to i tak ich obowiązek. A co z infrastrukturą kulturalną dla tych miejscowości? Też oczywiście nic!
A może by zajrzeć do budżetu na konto "wydatki inne". Można byłoby dowiedzieć się różnych ciekawych rzeczy.
Mam wrażenie, że nasze "kochane" władze dawno już żyją swoim życiem, niestety. Rozwiązaniem są naciski mieszkańców na władze, a dopiero w ostatecznośći powoływanie stowarzyszeń do prowadzenia szkół.
Podobną sytuację (chociaż z oddali) śledziłem w maleńkiej szkółce w Kunkowej. Tam dochodziły jeszcze sprawy narodowościowe (Łemkowie) i wreszcie przy pomocy św. pamięci Jacka Kuronia szkołę tę prowadzi stowarzyszenie.

Pozdrowaśki
Wojtek