Tak Piotrze. Tak jest wszędzie, gdzie żyją z turysty.
Na skraju Parku, rezerwatu, w Kenii, Kanadzie, Francji. Najpierw wycieczka w "teren", czasem pieszo, czasem konno, do wyboru, potem nocleg w hotelu, domku, namiocie i atrakcje. Napad indian, tańce masajów, zwykła dyskoteka. Na polu namiotowym w Kanadzie sprzedają wiązki drewna na ognisko i wypożyczają szpikulce na kiełbaski. Wszystko w trosce o środowisko. Tak wygląda przemysł turystyczny na świecie. Wtedy też można z niego żyć. Ale jak sezon trwa 3 miesiące to do rzyci z takim życiem.
Muszą być wyciągi, sztucznie dośnieżane trasy, wycięty las pod nartostradę, bary, restauracje, dyskoteki, kolejka z parowozem, "zakapiory", owce, konie, artyści i piszący ikony. Inaczej tyrysta masowy nie przyjedzie. Ale jak to będzie, to nie przyjedzie turysta - włóczykij, wśród nich i ja. Mnie wystarczy las, łąka. Czy Bieszczady będą dla Paszczaków, czy dla Włóczykija???
Długi