ŚWIĘTE SŁOWAZamieszczone przez Jabol
Postrzeganie Bieszczadów ZIMĄ, zwłaszcza przez młodych turystów, którzy tu przybyli pierwszy raz, bywało i jest często lekceważące.
Bo przecież widoczne górki są blisko (widziane z dołu) a na dodatek niziutkie.
Księga wypraw bieszczadzkiego GOPR zawiera wiele opisów wypraw ratunkowych zimą po ludzi, którzy wykazali się dużą dozą lekkomyślności, a już na pewno całkowitym brakiem wyobrażni. Nadmieńmy, że kilka z nich zakończyło się śmiercią.
A oto dwa pierwsze z brzegu zwyczajne przykłady braku wyobraźni (jak i wyrypiarze z tego forum znam ich trochę więcej).
Styczeń 2005. Dzień był w miarę ładny, już się ściemnia, podwożę z Kalnicy do Wetliny trzech młodych ludzi. Wyglądają na zmordowanych, na oko 17-18 lat, wysportowani. Ubrani w dżinsy, dosyć lekkie kurtki, buty liche, takie "zimowe" z supermarketu, ŻADNEGO plecaczka.
Rozmowa:
A wie pan, zgubiliśmy się w górach.
A gdzie byliście ? Na Smereku, strasznie głęboki śnieg.
A mieliście ze sobą mapę ? Nie !!!
A czekoladę (o coś do jedzenia i termos z herbatą już nie pytam) ? Nie ! A telefon komórkowy ? Nie ! Nie stać nas jeszcze.
Bardzo poważnie mówię im o niebezpieczeństwach zimowych wyść w góry, podaję podstawowe zasady, dla wzmocnienia efektu opowiadam historię zamarznięcia na Szerokim Wierchu znanego przewodnika warszawskiego SKPB. Myslę, że coś do nich trafiło.
Kilka lat temu - rozmawiałem z człowiekiem po fakcie. Prawdziwy survival-owiec, po wielu samotnych przejściach zimowych, b. dobrze wyposażony, lecz bez namiotu.
Zima, człowiek przyjechał nocnym pociągiem z W-wy, autobusem do Dołżycy i ok. 15.00 postanawia przejść szlakiem przez Falową do schroniska w Jaworcu.
Pogoda zła - pełne zachmurzenie, spory wiatr (ale przecież szlak idzie w lesie, nie będzie uciążliwy), sypie śnieg, momentami dość obfity.
Po kilku godzinach marszu w głebokim śniegu człowiek gubi szlak (co nie jest specjalnie trudne w lesie), po kilku wywrotkach podczas forsowania jarów gubi kompas, czuje narastające zmęczenie (całonocna jazda pociągiem + wysiłek + wychłodzenie) jest przemoczony i kompletnie nie wie nic o kierunkach świata (normalka w takich warunkach bez kompasu).
Decyduje się rozpalić ognisko, jednak kostki paliwa (miał) nie potrafią rozpalić nawet suchych gałazek pokrytych szadzią. Czuje narastającą senność i zmęczenie.
Lecz MIAŁ KOMÓRKĘ!!! Postanawia zrezygnować z dumy wyrypiarza i dzwoni do GOPR-u ok. 21.00. W międzyczasie udaje mu się rozpalić ognisko przy pomocy palnika gazowego, poszła prawie cała mała butla (miał, lecz zważmy na niebezpieczeństwo wybuchu butli przy manipulowania przy rozpalającym się ognisku).
GOPR dotarł do niego przed północą, był już w dosyć marnym stanie (znałem relacje kolegów z GOPR-u).
Na moje pytanie nazajutrz (przypadkowo go podwoziłem), czy dalej będzie chodził samotnie po Bieszczadach zimą odpowiedział - oczywiście, to jest najfajniejsze.
Potrzeba ciągłej EDUKACJI w zakresie przestrzegania podstawowych standardów w zakresie ekwipunku, zachowań oraz możliwych niebezpieczeństw podczas zimowych przejść nawet w niskich górach jest oczywista.
To forum tylko przegląda bardzo wielu "gości", chodzi mi zwłaszcza o tych młodych, bez doświadczenia turystycznego. A może uruchomić TEMAT z motywem przewodnim "zimowe przejścia w Bieszczadach - standardy i ciekawe doświadczenia". Wiedza i niebagatelne doświadczenia wielu aktywnych forumowiczów (to widać po postach w różnych wątkach tematycznych) mogłyby służyć tej właśnie edukacji (nic tak nie uczy jak dobry przykład), a poza tym byłoby to naprawdę bardzo ciekawe.
POZDRAWIAM rozsądnych i doświadczonych


Odpowiedz z cytatem