a u mnie pustułki zniknęły,
jest za to nowa afera (będzie straaasznie), wprowadziła się rodzina sów; sowa niesamowicie się prezentuje, jak bezszelestnie płynie parę metrów nad głową, między blokami, jak duch.
Sów jest co najmniej cztery; widziałem na raz trzy i czwartą słyszałem.
Młode już latają. Sowy okropnie głośno piszczą; tak cyklicznie, w równych odstępach czasu.
Jak się drą na koty to robią: 'kłiit', a klasyczne 'uhuuhu", jest najrzadsze.
Parę lat temu też mieliśmy rodzinę sowią, wtedy młode wypadły z gniazda, jakiś głupi kot próbował się do jednego małego dobrać - ledwo uszedł z życiem, kot oczywiście.
Jedno młode próbowała sąsiadka w domu trzymać, ale młode sowię okropnie łobuzowało i oba młode w końcu trafiły do ośrodka dla dzikich zwierząt.
Ludzie na osiedlu boją się sów. Sąsiad jak by mógł, to by je pozabijał.
Sowa pójdźka robi "pójdź pójdź", wg przesądu:
"Pójdź pójdź za kościołek
tu jest twój dołek"
i dawniej sowy rzeczywiście zabijano ze strachu.
Nasze sowy to raczej nie są pójdźki, ale i poprzednim razem jak i tym ktoś z sąsiadów zszedł.
Zabijanie ptaków to jednak bardzo głupi pomysł. Przekonał się o tym towarzysz Mao i całe Chiny ludowe.
Komuniści wymyślili sobie, że wróble (pisałem, że mało wróbli!) to szkodniki i postanowili się ich pozbyć.
Zabijali je w okrutny sposób; wróbel nie może długo latać bez odpoczynku, więc gdy wróbel chciał usiąść na gałęzi, to jakiś Chińczyk straszył go. Wróbel w końcu padał na ziemię martwy z wycieńczenia.
Brak niepozornych wróbli, spowodował plagę szarańczy i w efekcie 30 milionów Chińczyków umarło z głodu..
Jest też u nas, jak zawsze, pełno jaskółek, ale zauważyłem nową modę na osiedlu; w rogach okiennic powkładane reklamówki


Odpowiedz z cytatem