Cytat Zamieszczone przez Jabol
extrema...Prawdopodobnie chcieli mieć dla siebie skansen do wypadów turystycznych...
Dla zainteresowanych tematem podaję, że wcześniej był "SPÓR o Bieszczady" Witolda Michałowskiego i Janusza Rygielskiego.

Wbrew pozorom wobec głównych tez obu książęk nie można zastosować tak jednoznacznych ocen. Sprawy były bardziej skomplikowane.
Najogólniej mówiąc prezentowane w książkach koncepcje są pokłosiem szerokiej dyskusji prowadzonej wśród prawdziwych pasjonatów Bieszczadów z warszawskiego SKPB i kół z nim związanych.

W wielkim skrócie - był to chyba czas jeszcze "przedparkowy" (prasowe komunikaty o powołaniu BdPN pojawiały się chyba przez cztery lata, zanim park fizycznie powstał), w pierwszej połowie lat siedemdziesiątych, kiedy:
- cała studencka brać turystyczna masowo łaziła po Bieszczadach (studenckie bazy namiotowe, wielkie rajdy, dziesiątki obozów wędrownych w ramach centralnej akcji letniej Almaturu, dziesiątki obozów uczelnianych, obozy szkolne i nawet "oazowe");
- ci ludzie w większości byli zakochani w Bieszczadach, tak jak i większa część dzisiejszych forumowiczów;
- był to czas boomu inwestycyjnego w Polsce - środkowy Gierek - oczywiście z kredytów zagranicznych, a o długach z tego tytułu Polacy dowiedzieli się trochę później;
- lokalnym władzom (co prawda nie miały nic do gadania) marzyły się w szerokich Bieszczadach; wysokie hotele, "drugie Zakopane" w Berehach Górnych, zakłady przemysłowe itp.;
- rozpoczęła się budowa wielkiej fermy bydła w Tarnawie Niżnej, później w Wołosatym i na Górnej Wetlince, kto widział pozostałości i ma pojęcie może sobie wyobrazić konsekwencje tych zagrożeń ekologicznych;
- nadzorca i główny realizator rządowej koncepcji (tajnej, jako coś w rodzaju gospodarstwa pomocniczgo MSW) budowy wielkoobszarowych ferm hodowlanych w Bieszczadach - płk. K. Doskoczyński, "budowniczy" Arłamowa, jednocześnie szef BOR-u - zaczynał wyłączać z ruchu turystycznego cały worek razem z Mucznem (od dołu praktycznie zawsze można było chodzić), Wołosate, były już początki przejmowania doliny Caryńskiego, mówiło sie o przejęciu Ustrzyk Górnych ze skasowaniem czerwonego szlaku od UG, zamknięciu obwodnicy od Berehów do Procisnego itp.
To nie były fantazje lecz twarde FAKTY!!! Czym to groziło dla Bieszczadów i ruchu turystycznego jest oczywiste.

Jest również zrozumiałe, że studenckie środowisko turystyczne wobec tych faktów zawrzało i namiętnie dyskutowało o przyszłości Bieszczadów. Jak to w szerokiej dyskusji propozycje rozwiązań cząstkowych i systemowych były przeróżne. W każdym razie intencje były jak najlepsze. A że wyartykułowano w formie książki najbardziej radykalną koncepcję "enklawy przyrodniczo-turystycznej" - to naturalne, odpowiedź na bzdurną ekonomicznie i przyrodniczo koncepcję Doskoczyńskiego musiała być również jak najbardziej radykalna.

Jednak czy w tych koncepcjach Michałowskiego - po odrzuceniu bzdur w rodzaju szlabanów w Jabłonkach i chyba w Lutowiskach oraz fantasmagorii ekonomiczno-społecznych - nie było wizji przyrodniczo-krajoznawczej Bieszczadów jakie chcielibyśmy żeby zostały ???

A co do Witka "Michała" Michałowskiego, to jako Jego niegdysiejszy przeciwnik (w kameralnych dyskusjach), co do najbardziej radykalnych rozwiązań, tak Go widzę:
- przewodnik SKPB i PTTK;
- były goprowiec grupy bieszczadzkiej;
- wychowawca kilkunastu roczników przewodnickich warszawskiego SKPB;
- kiedyś pasjonat wyrypiarskich przejść nocnych z obozami po Bieszczadch i Beskidzie, zwłaszcza nocnych;
- podróżnik i literat, znający się i na Osendowskim i rurociągach naftowo-gazowych;
- w każdym temacie, którego się dotknie, radykał i ekstremista, z wybitnym talentem do przesady;
- cierpi, kiedy ktoś w dyskusji się z nim zgadza;
- generalnie "wariat", w sumie w dobrym znaczeniu tego słowa, a poza tym ciekawy i uroczy człowiek;
POZDRAWIAM zainteresowanych tematem