Teza jest zapewne słuszna, ale uproszczona i kto wie czy to uproszczenie nie zamazuje rzeczywistego obrazu zwiazanego z tą inwestycją (obojętne jaka będzie ostateczna koncepcja). W części opinii (ogólnie, nie tylko na forum) brane są pod uwagę argumenty, które pozwalają sądzić jakoby to chodziło o sam wyciąg na Jasło, czyli teren gdzie powstanie wyciąg, trasy i co by tam jeszcze nie było - czyli kawałka góry, notabene mocno przereklamowanej jako punkt widokowy - a tak nie jest. To czy pójdzie 10ha lasu w prawo czy w lewo nie ma większego znaczenia. Inwestycja ta wpłynie na zmiany na ogromnym obszarze, w promieniu wielu kilometrów od samego wyciągu i to jest moim skromnym zdaniem największym minusem przedsięwzięcia - a dla zwolenników powinno być największym plusem.Zamieszczone przez lucyna
Najlepszym, najłatwiej się sprzedającym w Bieszczadach "produktem" jest brak infrastruktury (brak to oczywiście wyolbrzymienie) czyli tzw. "dzikość" regionu. Przewija się to zresztą w wielu postach a i ci, którzy są na miejscu dobrze o tym wiedza. W końcu wystraczy wejść na pierwsze lepsze strony internetowe gestorów czy zajrzec do pierwszego lepszego przewodnika o Bieszczadach i wszędzie tam przyciaga się turystów okresleniami: dzikie góry, dzika przyroda, nieskazitelne, czyste, odludne, przestrzeń - i miastowi nadal się na to łapią, zwłaszcza Ci którzy jada w Bieszczady po raz pierwszy, zresztą nie jest to trudne bo jak ktoś całe zycie jeździł do Zakopanego czy Wisły, to jak widzi pierwszy raz Przysłup, Strzebowiska (o pardon: Strubowiska) czy nawet Cisną to dla niego to prawie jak Kazachstan. I własnie ta najcenniejsza rzecz się wyczerpuje,a jej wyczerpywanie jest jeszcze intensywnie przyspieszane. Kto będzie jeździł w Bieszczady jeśli beda wyglądały jak Szczyrk czy Ustroń - no kto i po co? I na pewno nie z powodu tras narciarskich czy "krzesełka" na Jasło. Po co się tłuc taki kawał, jak lepsze wyciągi są w innych górach, jest i więcej i są znacznie bliżej? Zima? Nie - sezon narciarski skrócił się w Bieszczadach obecnie do 3 miesięcy. Mamy koniec grudnia - wszystkie wyciągi stoją. Na dobre rozrusza się w styczniu, a końcem marca wszystko będzie zamknięte na cztery spusty bo nie będzie ani śniegu, ani temperatur by sniegu dorobić. Dodatkowo trudno zmusić narciarza by jechał w Bieszczady specjalnie na narty, gdy te góry nie nadają się do narciarstwa zjazdowego dla bardziej zaawansowanych - jeden czy kilka tras na jedną górę niczego nie zmieni (mam na myśli jeden większy). Może w pierwszym sezonie troche więcej ludzi przyjedzie zobaczyć, będzie pewnie "pompa" i duzo szumu w lokalnych bru.. prasie lokalnej znaczy się. Tyle, że z pewną stacją koło Miasta Marzeń tez było duzo szumu - zostały drogie noclegi i "osla łączka", bo co bardziej zaawansowani narciarze inaczej tego stoku nie nazwą.
Wyciąg krzesełkowy zapewne będzie cieszył sie duzym powodzeniem, ale głównie wśród tych, którzy w Bieszczady i tak i tak przyjadą - nie będzie to na pewno magnes specjalnie przyciagający rzesze turystów.
I tu wracam do początku - czyli błędnego koła: Inwestycja zmieni wszystko w promieniu wielu kilometrów, bo jest to normalne - powstaną kolejne knajpy, gmina sprzeda więcej działek, wybuduje się więcej domów i pensjonatów - słowem co nieco się zabuduje, a nawet nie co nieco tylko mocno, ponieważ w takim otoczeniu rozbudowa jest rzeczą naturalną i okaże się... że przydałby się jakis wyciąg albo coś w tym stylu. Dlaczego? Dlatego, że koronnym, najczęsciej tu powtarzanym argumentem jest to,że mieszkańcy musza z czegoś zyć - i słusznie, bo muszą. Tyle tylko, że dla mieszkańców wg stanu na 15-20 lat temu dzisiejsze wpływy z turystyki byłyby nie do "przejedzenia". Tymczasem mieszkańców intensywnie przybywa, szkoda zresztą, że niektórzy najpierw tam jadą, budują jakaś "agroturystykę" a potem najgłośniej krzyczą że nie mają z czego żyć. Może warto było pomysleć o tym przed przyjazdem - najpierw się zastanowić, a potem zrobić. A jak się doszło do wniosku, że się nie wie z czego sie będzie zyć - to przyjeżdżać w Bieszczady na wakacje. Inwestycja taka jak planowana na Jaśle (jaka by ostatecznie nie była) spowoduje kolejny intensywny wzrost ludności napływowej, która będzie zyć z turystyki i wolne miejsce na tym rynku zapełni się szybciej niż się wydaje. Znowu trzeba będzie się domagać rozbudowy i tak w kółko Macieju,aż się wszystko wypełni dogranic wytrzymałości. I nawet jeśli oni jeszcze zdązą przyciągnąć trochę turystów w Bieszczady, to ich dzieci i wnuki juz tego nie pociągną - nie będzie czym zachęcić turystów, ci w poszukiwaniu spokoju ruszą na wschód lub wezmą się za intensywniejszą eksplorację Beskidu Niskiego, bo kogo bym sienie zapytał to twierdzi że jedzie w Bieszczady dla spokoju, przestrzeni i odrobiny oderwania od "cywilizacji".
Osobiście coraz częściej dochodzę do wniosku, że tak obsmiana i krytykowana akcja jak "Kolorowy zawrót głowy" powinna była dojść do skutku. Byłoby to samo, tylko że znacznie szybciej a i może przyroda do dziś już by o tym zapomniała.


Odpowiedz z cytatem