Lucyno - miejsca pracy nie są tworzone tylko w recepcjach i na stokach (przewodnicy). Ktoś musi sprzątać, myć przysłowiowe kibelki, przygotowywać trasy na sezon,wywozić śmieci, spełniać prace, że tak się wyrażę, niższego rzędu, choć uważam, że KAŻDA praca to praca. I nie demonizujmy pracy na zachodzie, bo z mych i nie tylko mych obserwacji, wiem, że w Anglii czy Irlandii tylko 3 % Polaków radzi sobie, natomiast reszta, po odliczeniu kosztów, nie ma nic, nawet na bilet powrotny, albo wegetuje po odliczeniu własnych kosztów za sumy, które wymieniasz. Uważam, że ważniejszy jest człek w Bieszczadach, aniżeli walory gór. Jeszcze przed wojną ostatnią te tereny należały do najgęściej zaludnionych (tak, jak Małopolska) terenów w Polsce. Jakoś górom nie zaszkodziło to, bowiem napawamy się, jak czytam, ich pięknem teraz. Owo napawanie się ma jednak jedną fałszywą ale głośną nutę : ta pustka, "dzicz", to, że tak pusto i to nam się podoba, powstały wskutek wojny i Akcji "Wisła". Ktoś za tą pustkę i walory dzisiejsze zapłacił wiele. Przed wojną tylko nieliczni docierali w obszar dzisiejszych Bieszczadów, one zaczynały się nieco dalej na południowy wschód. A tu było podobnie nieciekawie, jak w Sądecczyźnie dziś (ogólnie mówiąc). Nie można aż tak tamować działań człowieczych, bo ochrona, bo Park Krajobrazowy. Jasne - kontrola poczynań musi być, ale bez przesady. A zakapiory, jak się ich nazywa, niekiedy zwą tak sami siebie, to taki sam element dzisiejszych Bieszczadów, jak górale w Tatrach np., i to jest fakt.Chyba że zaprosimy Bojków, no już pijaków na maxxx, jak wynika z przedwojennych spostrzeżeń... Nota bene - trzeźwy góral tatrzański to też ewenement. Zatem pokuszę się o wniosek, że zakapiory są kontynuatorami tradycji bojkowskiej ))). Poza tym dziwne, że nie obchodzi Cię los prywatnej, jakże pożądanej w nowym ustroju, prywatnej działalności gospodarczej.Ale to inny temat. Pozdrawiam...