Głupia historia z Otrytu, sierpień 2008:
Na Otryt wlazł jakimś cudem Mistrz Czarnego PR, autor historii o dziadku w Wermachcie, zajadły PiS (wieta już, o kogo chodzi). Tak, to Jacek K. Z dwójką potomstwa, lat małonaście każde.

Akurat rąbałem drzewo, więc wziął mnie za gospodarza. Oderwał mnie od pracy i tako rzecze:
-Macie tu pieczątkę? Do GOT'u potrzebuję, do GOT'u (ogólnie zadyszka i pośpiech)
Wskazałem mu gospodarza właściwego. Próbując sie dogadać z Przemkiem zauważył chyba, że nikt go tu nie lubi (np. susząca sie koszulka z napisem "PiS off!"). Zapragnął zejść, choć już zmierzchało. Odwodzony od tego zaproszeneim gospodarza i argumentem, że po ciemku bez latarki po tym błocie się zabije schodząc do Lutowisk nie dawał za wygraną. Musiał iść.

Powód: na drodze w Lutowiskach została w samochodzie nieprzygotowana do drogi żona z rocznym dzieckiem...