Dawno, dawno temu... zaraz, zaraz, czy to nadaje się na humor?… hmmmm?... Opowiem
Trzecie wyjście gdzieś w Bieszczady z kobietą, która była tutaj pierwszy raz. Wybrałem taką trasę by nie było zbyt pod górę, czasami otwarta przestrzeń z ładnymi widokami, czasami w cieniu, brody dla ochłody, stara cerkiew po drodze, była piękna pogoda… no, zbyt piękna… znaczy się upał jak s…..n, temperatura cały czas ponad 40 st. C, zero wiatru. Aaaaa trasa… Smolnik i dalej drogą nad Osławą do Komańczy. Prawda, że trasa piękna? Na wysokości Smolnika z wysokiej skarpy długo obserwowaliśmy po drugiej stronie rzeki jak sobie z upałem radzą bociany. Małe były w gnieździe a dorosłe co chwila latały nad Osławę, nabierały wodę i z dziobów pryskały na swoje kochane dzieci. No proszę, jaka rodzicielska troskliwość J
Dla łazika prawie bajka takie widoki. Ci, co tamtędy nie szli niech już sobie zakodują trasę.
W Duszatynie, zaczęły padać pytania… daleko jeszcze do Komańczy?... czy jakoś nie można krócej?... czy ja zawsze tak łażę?... w taki upał?... w deszcz?... po wodzie?... po kiego to włazić na górę?... na moje szczęście na tej trasie już tak wiele nie było pytań „co to?” tak jak na wcześniejszych trasach. Ja zadałem wtedy tylko jedno… czy na skróty, czy dłużej ale w miarę płasko? Odpowiedź była… na skróty, aby szybciej ten koszmar się skończył. Na wzgórzu nad Prełukami usłyszałem, że… aby się tak katować to trzeba być….., qrcze nawet nie napiszę skrótów zawartych w tych słowach
Do Komańczy nasłuchałem się ich trochę i… od następnego dnia chodziłem już sam, a gdy wracałem wieczorem, to w pokoju w Okrągliku zauważyłem, że przybywały tylko przeczytane czasopisma, książki i kilka olejków do opalania. Też bajka?![]()



Odpowiedz z cytatem