To ja dodam anegdotę niezupełnie górską, ale bieszczadzką.
Przyjechał raz do mnie siostrzeniec od wczesnego dziecięctwa zamieszkały w Kanadzie.
W kilka dni po jego przybyciu postanowiłem wybrać się na rybki nad zalew do Chrewtu (tam najczęściej moczyłem kija) - Młody (16-17 lat wtedy) oczywiście nie przepuścił okazji aby przypiąć się do mnie.
Miał ogólnie problemy z aklimatyzacją do naszego czasu ale jakoś na 3:30 się zerwał (może wogóle nie spał).
Coś koło 5:00 już czatowałem na pierwszą zdobycz.
Piękny poranek, cisza jak makiem zasiał, dźwięk niesie się po wodzie.
W mojej ulubionej zatoczce oprócz nas na drugim jej końcu siedzi starszy Pan, który to miejsce również sobie upodobał.
Ani się obejżałem jak Młody pomaszerował dziarsko do starszego Pana.
- Dzień dobry. Jak się Pan miewa dzisiaj? - zapytał donośnie Młody
Pomyślałem - zaraz facet go zdzieli kijem - po jaką cholerę on tam polazł?!
- Eeeeeeee nic nie bierze - pada odpowiedź.
Młody coś tam znowu zagaił, na co starszy Pan spokojnie odpowiadał. Słysząc jednak dziwny akcent zapytał:
- Skąd jesteś?
- Z Czarnej proszę Pana - z moim wujkiem na ryby przyjechaliśmy.
- Na ryby?
- Tak
- A złapaliście już coś?
- Nie, jeszcze nic.
- A na co łapiecie?
- Na co? (tu zapadła chwila ciszy - Młody szukał słowa) - na haczyk
Od tego momentu starszy Pan nie był już rozmowny :)


Odpowiedz z cytatem