Była późna jesień.Po "wywczasach" z końmi "Bieszczadzkiej konnej" "młodzież stadninowa" wracała na Zimę na Serednie,do stadniny.
W chłodny,październikowy poranek pojechaliśmy " silną grupą pod Stachowym wezwaniem" na Wołosate po konie.Trasa przepędu zapowiadała się widokowo,bo wiodła szosą do przełęczy pod Berehami,przez Wetlińską,Suche Rzeki i Otryt.
Gdy prowadziliśmy konie drogą do Ustrzyk Grn.,po drodze mijali nas pierwsi,poranni turyści.W pewnym momencie jakaś zaciekawiona turystka pokazując nasze Hucuły pyta:
-Przepraszam,czy to konie Przewalskiego?
-Nie,Myślińskiego-odpowiedział zmachany "Baranek",a turystka zdębiała....
Dalszych pytań nie było....