POłowa lat 80. Schronisko na Przysłupie Caryńskim, czyli Koliba. ówczesny gospodarz Tomek N wychodzi o zmierzchu na taras i liczy pogłowie nocujących turystów. Mine ma wyraźnie zafrasowaną.
- Co się stało ? - pytam grzecznie, bo może pomóc trzeba...
- Eee, nic, tylko prawie komplet. Co zrobię, jak jakaś duża grupa teraz z Caryńskiej zejdzie? - mówi Tomek, dalej zafrasowany.
- Wycieczka harcerzy - podrzucam, znając "sympatię" Tomka do osobników w mundurkach.
- Nie, na nich to ja mam psy - odpowiada Tomek natychmiast.


Odpowiedz z cytatem