Solina. Święta Wielkanocne 2007. Deptak od strony przystani. Knajpka w kształcie mającym przypominać żaglowiec. Ja, małżonka i nasza córunia.
Przejrzawszy menu, zwracam się do młodziutkiego kelnera:
- Przepraszam, ten "placek po bieszczadzku" to taki z gulaszem, czy z jakimś sosem grzybowym?
- Nie, proszę Pana, to taki placek ziemniaczany.
- Aha, ale on kosztuje 18 zł! To co to za placek!
- No wie Pan, taki opiekany z dwóch stron.
Zbaraniałem, bo po pierwsze nie wiedziałem, że całe życie jadłem placki po bieszczadzku, a po drugie, że nad Soliną mają tak pierońsko drogie ziemniaki.
Ochłonąwszy nieco, wysłałem kelnera by zasięgnął języka w kuchni. Po chwili wrócił uradowany wołając:
Miał Pan rację, to taki z gulaszem.


Odpowiedz z cytatem