Jeszcze jedna wspominka. Rzecz działa się w okolicy Rajskiego, gdzie Misiek, Bugi i ja zostaliśmy na dwa dni uziemieni atakiem mojej kolki nerkowej. Gdy trochę mi się polepszyło i byłem już w stanie średniej mobilności zapadła decyzja, iż wycofujemy się do Bukowca na stanicę, żebym w spokoju wydalił moje kamyki. Większość moich gratów zabrali Miś i Bugi i w drogę do drogi na Bukowiec. Plan był taki: Bugi jako osoba nieautostopowa przemieszcza się na nogach, a jeśli coś złapie to przemieszcza się na kołach, natomiast ja i Misiak czekamy na stopa. Bugi podreptał pierwej i już prawie biedaczyna znikał za horyzontem, gdy od strony Chrewtu zaczął się ku nam powolutku pyrkać autobus. Decyzja była szybka: wzywamy Bugiego! Postanowione, wykonane. Bugi usłyszał nasze krzyki, powiem więcej nie tylko je uszłyszał, ale zerwał się do szaleńczego biegu i przybiegł tuż przed autobusem! Szkoda tylko, że autobus się nie zatrzymał:), co Bugi skwitował w następujący sposób: -na następny autobus mnie nie wołajcie. Po czym się odwrócił i pomaszerował z powrotem, a brzydkie wyrazy typu k..., ch..., p..., sk..., odmieniane przez niego we wszystkich możliwych czasach, trybach i przypadkach jeszcze długo krążyły w powietrzu.


Odpowiedz z cytatem