...rzecz dzieje się na Strym Łupkowie. Przyjechała pomarańczowa rewolucja, oczojebne koszulki z napisem "nie jestem z Warszawy" oficjalnie rajd firmowy, panowie chcieli poczuć zew natury i przespać się na sianie..to i pokierowano ich na sianko do obórki gdzie kozy bywały, rano ekipa poszukująca natrafiła na pijane stadko zwinięte w śpiworkach, lezące po uszy (dosłownie) w tym co to koza zostawi na podłodze, jak dużo je i słusznie, niestety nie dane było delikwentom wejśc po drabinie na stryszek gdzie ów oczekiwane siano się znajdowało..tylko kimnęli na łajnie. A że był to rajd, postanowili wyjść w trasę, ruszyli dumnie przed siebie zdobywać góry i nieść hałas, dotarli AŻ pod Cmentarz w Starym gdzie dyrekcja ukochanej firmy zorganizowała im ognisko z pieczeniem kiełbasek i podstawiła autokar... ech turyści