Rzecz się dzieje współcześnie na Ukrainie.
Do celników obwodu lwowskiego przyjeżdżają kontrolerzy z centrali w Kijowie. Bo to i wredne Lachy jakoweś plotki o skorumpowaniu ukraińskich celników wygadują, a i miejscowe media bezkrytycznie je powtarzają, czasem także od siebie co nieco dodając ...
Piękna Julia wezwała odpowiedniego ministra i kazała mu to wyjaśnić. A ów z kolei polecił wysłać na granicę odpowiednich kontrolerów.
Przyjechali zatem do Lwowa wysokije uriadniki z Kijowa, miny marsowe, mundury eleganckie. Na podwładnych lwowiaków padł początkowo blady strach. Ale skoro Polak (Lach) potrafi, to co, Rusin byłby gorszy ? A poza tym wszystkich nas obowiązuje przecież stara pansłowiańska zasada: żyj i daj żyć innym.
Jeszcze więc pierwszego dnia, tuż po przyjeździe kontrolerów z centrali, miejscowi celnicy zaprosili ich na kolację. Oczywiście już po godzinach służby, do lokalu niedostępnego dla wścibskich żurnalistów.
Gdy już wypito odpowiednią (czyli bardzo dużą) ilość "priwatnej kolekciji", podjedzono solidnie, miejscowi celnicy zainaugurowali rozmowę "po duszam":
- Oj, ciężka, niewdzięczna praca, a jaka odpowiedzialna. Pensje za to - urzędnicze, wręcz głodowe ...
- Przecież wiemy, wiemy, mamy tę samą siatkę płac. Tabele, grupy uposażenia, itd. Wy to choć macie dodatek nadgraniczny, niewielki, ale zawsze ...
I tak sobie wzajemnie narzekali na własne ubóstwo. Ośmieleni miejscowi przeszli zatem do sedna rozmowy:
- Rozumiemy was, ale i wy nas zrozumcie. My nie lackie CBA, nie nagrywamy was i nie prowokujemy. Powiedzcie więc, tak szczerze: ile ?
- Musimy się naradzić.
Przyjezdni kontrolerzy odeszli na bok na krótką naradę. Krótką - bo też byli przygotowani do takiej rozmowy. Po powrocie wymienili iście "astronomiczną" sumę w dolarach. Usłyszawszy ją, miejscowi aż jęknęli.
- Boh, pomyłuj ! Aż tyle ? Za co ? Skąd my tyle weźmiemy ? Jesteście bardziej pazerni niż Jewreje !
- My ? Pazerni ? A wiecie wy, ile my musieliśmy zapłacić tam, w Kijowie, aby tu do was, na kontrolę, przyjechać ???!!!


Odpowiedz z cytatem