No cóż, nie wiem czy jest się czym chwalić, ale miałam podobną przygodę.
Kiedyś, już dawno temu nocowałam w schronisko w Roztoce w Tatrach.
Szefostwo schroniska hodowało kozła, który też był bardzo "napalony".
A ja akurat miała wtedy nowy, ładny sweter z wełny lamy (przywieziony mi przez męża z Peru, więc podwójnie cenny).
Nie wiem dlaczego temu kozłowi się spodobałam czy ja czy ten sweter. W każdym razie ilekroć wychodziłam ze schroniska kozioł (mocno "pachnący") biegł ku mnie w celach jednoznacznych.
Koledzy na czele z moim mężem mieli "ubaw po pachy" i wcale mnie nie bronili, a ja byłam po prostu wściekła, bo nie mogłam się ruszyć poza schronisko w tym swetrze (jak szłam bez swetra - nie budziło to zainteresowania kozła, ale akurat było chłodno, a ja nie miałam drugiego okrycia).
Jakoś wyjątkowo mnie sobie upatrzył. Tak trwało dopóki nie opuściliśmy schroniska.
Mogłabym napisać jeszcze o innej przygodzie ze zwierzakiem - nie bieszczadzkiej, bo miała miejsce pod Wielkim Choczem, ale nie wiem na którym forum, aby nie było OT.
Mieści się w temacie "niecodzienne spotkania na szlaku".
Pozdrowienia
Basia



Odpowiedz z cytatem