Cytat Zamieszczone przez Stały Bywalec Zobacz posta
Na jednym takim (kilkuminutowym, chyba włoskim lub francuskim) filmiku udokumentowano, jak osioł usiłował ... "wydmuchać" faceta, który akurat koło niego przechodził. Kręcący to "operator" oraz przypadkowi widzowie początkowo tylko się przyglądali, mając oczywiście ubaw po pachy.
No cóż, nie wiem czy jest się czym chwalić, ale miałam podobną przygodę.

Kiedyś, już dawno temu nocowałam w schronisko w Roztoce w Tatrach.
Szefostwo schroniska hodowało kozła, który też był bardzo "napalony".
A ja akurat miała wtedy nowy, ładny sweter z wełny lamy (przywieziony mi przez męża z Peru, więc podwójnie cenny).
Nie wiem dlaczego temu kozłowi się spodobałam czy ja czy ten sweter. W każdym razie ilekroć wychodziłam ze schroniska kozioł (mocno "pachnący") biegł ku mnie w celach jednoznacznych.
Koledzy na czele z moim mężem mieli "ubaw po pachy" i wcale mnie nie bronili, a ja byłam po prostu wściekła, bo nie mogłam się ruszyć poza schronisko w tym swetrze (jak szłam bez swetra - nie budziło to zainteresowania kozła, ale akurat było chłodno, a ja nie miałam drugiego okrycia).
Jakoś wyjątkowo mnie sobie upatrzył. Tak trwało dopóki nie opuściliśmy schroniska.

Mogłabym napisać jeszcze o innej przygodzie ze zwierzakiem - nie bieszczadzkiej, bo miała miejsce pod Wielkim Choczem, ale nie wiem na którym forum, aby nie było OT.
Mieści się w temacie "niecodzienne spotkania na szlaku".

Pozdrowienia

Basia