W październiku ubiegłego roku, jako uczestnik autokarowej wycieczkipo Bieszczadach byłem nausznym świadkiem pewnego wydarzenia. Wszystko zaczęło się wkrótce po tym jak wyruszyliśmy rankiem z Rzeszowa z myślą dotarcia gdzieś tak w porze poobiedniej do Smereka. Dołączyć do nas po południu miał syn znajomego, który planował przejść w tym dniu czerwonym szlakiem, trasę Cisna – Jasło – Okrąglik – Smerek.Jedziemy więc i tak około 8 dzwoni do znajomego syn i potwierdza, iż właśnie z dziewczyną wyruszyli czerwonym szlakiem z Cisnej. Po około trzech godzinach dzwoni ojciec do syna z pytaniem: czy już minęli Jasło? Młody odpowiada, że chyba jeszcze nie, ale nie na pewno bo nie było żadnych tabliczek z nazwą "Jasło".
Po pewnym czasie dzwoni tym razem syn do ojca i mówi:
- Są w końcu tabliczki, ale nic na nich nie ma o Jaśle! Jest jedynie napisane, że do Cisnej mamy 5 godzin i 5 godzin mamy też do Komańczy!


Odpowiedz z cytatem
