Humor nieświński, raczej taki prorodzinny (no i bieszczadzki).
Wdrapuje się 4-osobowa rodzinka na Wetlińską. Mama siada w trawie, a tata woła dzieci do siebie, pokazuje widoki i coś tłumaczy. Gdy ich mijam, słyszę, jak Junior krzyczy do matki:"Mama, na tym Giewoncie to myśmy wczoraj byli":)