W zeszlym roku ta knajpka uratowala nas przed burzą na Smereku. Mieliśmy ambitny zamiar iśc na Bieszczadzkie Anioly do Górnej Wetlinki ze Starego Siola przez Smerek i Wetlińską...
Derty z rodziną już nawet wziąl nogi za pas i ruszyl na szlak. Ale reszta ekipy - tzn Asiczka, Rafal, Maciek i ja poczula gwaltowny atak glodu, kiedy dolecial nas aromat tej knajpki. Dercik, rad - nierad zawrócil. Zasiedliśmy gromadnie do pierogów i piwa. Zjedliśmy, popuściliśmy pasa.... Wlaśnie mieliśmy się zbierać, kiedy dostaliśmy ostrzegawczy telefon z Leska: burza, prawdziwe inferno, idzie w waszym kierunku!
Postanowiliśmy zaczekać.. nie minęlo pol godzinki, a rozszalalo sie pieklo, wicher giąl drzewa, ściana wody, grzmot przetaczal sie po niebie niemal bez ustanku, pioruny walily gdzie popadlo, a najwięcej (tak nam się wydawalo) w Smerek. Zrobilo się zimno. Cóż bylo robić... zamówiliśmy jablecznik i kawke z koniakiem. :P
A na koncert pojechaliśy busikiem. :D
pozdrawiam,
Szaszka


Odpowiedz z cytatem