"najbardziej dzikich, odludnych ostępów Bieszczadów już chyba nie ma.... zdarzyło mi się w tym roku kilka razy, że żywej duszy przez kilka godzin wędrówki nie widzieliśmy...."
-E tam gadasz :) to ja mogę powiedzieć odwrotnie -zdarzało mi się czasami widywać turystę :) I to w Polskich Bieszczadach. Tak sobie obmyślam trasy (górami i dolinami), że turystów na nich nie spotykam (jeżeli tego nie chcę). I tak już od kilku lat. Bez względu czy to zwykły weekend czy weekend majowy (co roku utrzymuję tendencję, że w najbardziej obleganym weekendzie w roku czyli majowym, moje ścieżki nie stykają się zupełnie z trasami turystów -tylko we wsiach) a popularniejsze miejsca (np. Łopiennik i Chryszczata tej wiosno-zimy) zostawiam sobie na mniej popularne okresy roku i też jestem sama. Prawdę powiedziawszy to nie pamiętam już kiedy chodziłam po Bieszczadach żeby były tłumy (może jakieś 5 lat temu). Generalnie wyznaję zasadę, że wszystko zależy tylko i wyłącznie od nas, jak sami pokierujemy ścieżki. Czasem chodzę po górach trasami, gdzie spodziewam się spotkać turystów (np. szlak graniczny ostatnio) ale są to ilości jakie toleruję. A czasem jadę tylko i wyłącznie po to by spotkać się ze znajomymi. A gdy mam ochotę na chwilę ciszy to odpowiednio układam trasę i żadna pora roku w Bieszczadach mi tego nie zakłóci :) Czyli generalnie czuję się panem swoich wędrówek, które wyglądają tak, jak w zależności w danym momencie tego od nich oczekuję. Oczywiście nie ma to nic wspólnego z oderwaniem od cywilizacji hehe bo w naszych górkach to jednak przechodzi się przez wsie. No można pewnie iść lasem hen hen ale w moim przypadku nie jest to jakaś myśl wiodąca, bo raczej wolę przejść przez wieś by dostać się do kolejnego miłego miejsca niż na upartego iść samym lasem.


Odpowiedz z cytatem