Podczas ostatniego majowego weekendu równiez odwiedziłem Bieszczad, i najmniej przyjemnie wspominam dojazd. W pociagu koszmar - tłok jakich mało. W PKS podobnie. Gdyby nie to, że wsiedliśmy w Sanoku, to raczej nie mielibyśmy szans aby wsiąść na trasie.
W Kremenarosie tez tłok jakich mało (spaliśmy w budynku jadalni, w korytarzu), na Tarnicy mnogo oszołomów, spożywających alkohol wysokoprocentowy. Ręce opadają
Za to cisza i spokój w Negrylowie, w Krywem, w Siankach.



Odpowiedz z cytatem