Oj, don Enrico lubisz prowokować. Świetnie Ci to nawet wychodzi
. Dla nowicjusza, to mapa gdyby była nawet ze złota, to też nic dobrego nie wniesie. Przewodniki, w pewnym sensie tak. Tylko który?. Przeliczyłem swoje i naliczyłem włącznie z różnymi informatorami 12 szt. Który najlepszy?? - wszystkie są dobre, gdyż w pewnym sensie się uzupełniają. Natomiast uważam, że na początek, to tylko rozmowa + zdjęcia i zachęcenie do zobaczenia miejsc, które zapierają dech w piersiach. Jeżeli połkną bieszczadzkiego bakcyla, to dopiero wtedy można powolutku wprowadzać ich w inne egzotyczne miejsca. A jest tego pod dostatkiem i jest w czym wybierać. Jedyny mankament tego problemu, to tylko to, że muszą mieć taką potrzebę. Osobiście wierzę, że doskonale poradzisz sobie z tym problemem bez podpierania się mapą, przynajmniej na początku.
To zależy od podstawowej rzeczy: będą w plecaku nosić piwo czy nie? I w cale nie żartuję, gdyż jeśli będą, to polecam laminowaną, jeśli nie, może być papierowa. Nie tak dawno wdrapywałem się po nocy pod Wilczą Górę tachając w plecaku kilka puszeczek złocistego smakołyku i może nawet bym na chwilkę się nie zatrzymał ale zaczął mnie wyprzedzać jakiś taki podejrzany zapaszek. Capi i capi, więc sprawdzić trzeba było co też tak capi. Okazało się, że niestety jedna puszka dopuściła się czynu niegodnego i popuściła w plecak. Wszystko zamoczone i zionie jak oddech prawdziwego zakapiora. Nie ma tego złego, wiadomo, Wilcza Góra, a taki wilk zaraz pewnie by chciał zajrzeć co tam Bazyl w tym koszyczku naplecnym przez ciemny las niesie! A cytując klasyka, nie było już czego się obawiać gdyż: „...zapach gorzały snuł się za nim jak smród za wojskiem, a tego wilki nie znoszą. To rzecz stwierdzona. Kiedyś chrzestny Podwójnego, który po fajrant rozwoził listy jako doręczyciel, spał w saniach spity, że szafy od widelca nie odróżniał. Kiedy go ludzie rano jadący na targ znaleźli, jeszcze chrapał. Koni nie było, bo wilki zżarły, nawet skórę, którą był kozioł obity, też poszarpały, już nie mówiąc o torbie z listami, po której tylko sprzączki zostały. A Chrzestnego nawet nie tknęły, tak od niego gorzelnią jechało” (Jerzy Janicki „Hasło”). I tu dochodzimy do kwestii map, mianowicie miałem dwie: papierową i laminowaną, i obie zalane jak ta lala. Papier szkoda było nawet ruszać gdyż rozlazłby się w palcach, natomiast laminowana po dziś dzień działa, co prawda troszkę się otwiera z oporem i takim pomlaskiem ale z czasem pewnie się wykruszy ta jej kleistość :)
"Rozum mówi nie raz: nie idź, a coś ciągnie nieprzeparcie i tylko słaby nie ulega; każdy z nas ma chwile lekkomyślności, którym zawdzięcza najpiękniejsze przeżycia." W. Krygowski
Najbardziej praktyczne w terenie są mapy laminowane, jak moja z 2003r, nadal dobrze służy. Nie zawadzi mieć drugą bardziej szczegółową (moja to" Żubr oprowadza po Bieszczadach") która ma opisy i dawne nazewnictwo.
P1030820.jpg
Ja zawsze polecam na pierwszy raz mapę Compass a Ruthenus mi nawet przez głowę nie przejdzie z oczywistych powodów (mimo, że Ruthenus to moja ulubiona mapa).
Co do laminowania -jak jam mam nielaminowaną, to chociaż taśmą klejącą staram się obkleić.
"Wędrujemy zarośniętą dzikim zielskiem drogą..." W.P.
Jadąc pierwszy raz w miejsce, którego nie znam podstawą jest dla mnie mapa papierowa, absolutnie jednostronna. Jednostronna - bo tak jest moim zdaniem prościej orientować się w rejonie a papierowa dlatego, że jeśli muszę często patrzeć na mapę to nie lubię jej ciągle chować i wyjmować a z mapą w ręce jest niewygodnie. Taką laminowaną trudniej jest np zwinąć w rulonik i upchnąć w kieszeni. Najczęściej zdarza się, że ta pierwsza mapa papierowa ulega z czasem podarciu na mniejsze prostokąty (po zgięciach) i to jest bardzo wygodne przy konkretnych wycieczkach. Zwykle tą pierwszą mapę kupuję przed wyjazdem a jeśli zajdzie taka potrzeba to na miejscu kupuję drugą - często w tym wypadku laminowaną.
Jeśli chodzi o przewodniki to przed wyjazdem staram się zaopatrzyć w taki, który zawiera jak najszerszy przegląd ciekawych miejsc i zdarzeń - i tu, jeśli kompletnie nie znam rejonu dokąd jadę staram się wybrać taki, który zawiera niezbyt długie ale treściwe opisy (dodatkowe mapki mile również widziane). Za to, będąc na miejscu z wielką namiętnością zakupuję rozmaite publikacje w miejscach, które odwiedzam.
...ale...najbardziej lubię, kiedy prawdziwy pasjonat danego miejsca czy rejonu zastępuje i mapę i przewodnik![]()
Dla mnie to już jest chorobliwe uzależnienie. Takim miejscem jest Lesko i księgarnia Bosz. Nie wiem jak nazywa się ulica, ale idąc od centrum ulicą Parkową, pierwsza w lewo. Świetny asortyment tematyczny i nie tylko turystyczny. Wspaniała obsługa jak również słowność w sprowadzaniu pozycji, które już zostały wcześniej sprzedane, zasługuje na polecenie.
Co jestem w Lesku to też tam zachodzę i....wracam do domuz jakąś pozycją na temat Biesów...
Tak być nie może,bo tak być musi...
Jimi - don Enrico napisał, że Jego znajomi, którzy zapytali o mapę jadą w Bieszczady pierwszy raz i raczej nie chodzi im o jakąś totalną wyrypę i chodzenie po "bezimiennych krzakach" w deszczu a o zobaczenie "kwintesencji Bieszczadów dla przeciętnego turysty". Ja też czasami - zwiedzając pierwszy raz pewne rejony i miejsca - w ten sposób właśnie zaczynam poznawanie tych rejonów. Napisałam więc o takiej sytuacji i jaki rodzaj mapy wtedy najbardziej mi się przydaje. Laminowaną w rulonik? - przecież napisałam, ze raczej trudno.Dlatego wolę zdecydowanie na takie zwiedzanie mapę papierową a biorąc pod uwagę, że nie zdarzyło mi się pozwolić sobie na miesięczne zwiedzanie nowych miejsc więc o wymianę mapy raczej w tym wypadku troszczyć się nie trzeba (zresztą mam również takie dwie stare porwane i niekompletne bieszczadzkie mapy i nadal doskonale mi ich części służą jako podręczne uzupełnienie dla tych laminowanych i nielaminowanych ale nieporwanych). Ale co kto lubi.
A ja tak nie uważam.Z bieżących przewodników to wydaje mi się, że nie ma lepszych od Rewasza na start dla początkujących.Mam kilka Rewaszy z różnych obszarów i dla mnie rzeczywiście są cenne i przydatne. Ale nie wszystkim ten rodzaj przewodnika odpowiada i jest potrzebny do przyjemnego spędzenia czasu np pierwszy raz w Bieszczadach (wiem bo przetestowałam już na kilkunastu osobach pytających mnie o Bieszczady, większość go nie strawiła). Więc nie każdemu go polecam jeśli chodzi o Bieszczady na pierwszy raz. Czasami w takim wypadku lepiej swoją zachęcającą rolę spełniają foldery wydawane przez gminy albo przekrojowe, kolorowe, niezbyt obszerne przewodniki.
![]()
To ja powiem jeszcze inaczej: jak ktoś pierwszy raz jedzie w Biesy (albo każde inne góry, albo każde inne miejsce), to mu żadna mapa się tak nie przyda, jak dowolny przewodnik![]()
A czemu?
A temu, że:
1. Nowemu potrzebne są sugestie odnośnie konkretnych tras, a propozycji takich nie znajdzie na mapie, jeno w przewodniku.
2. Nowy chce przede wszystkim sprawnie i bezpiecznie dotrzeć z punktu A do punktu B. Na razie mniej zajmują go historia regionu i toponomastyka. Czyli prosta mapka wystarczy.
3. W każdym przewodniku Nowy znajdzie proste mapki podstawowych tras - oznaczenia kolorystyczne, czasy przejść, krzyżówki, opisy atrakcji i niebezpieczeństw, na które można się natknąć po drodze. Na mapie szczegółowej znajdzie co najwyżej dziwne znaczki.
4. Jak leje deszcz i trzeba siedzieć w pokoju hotelowym/pensjonatowym/schroniskowym, a internetu ni ma, to można sobie w przewodniku o regionie cośkolwiek poczytać. I może "bakcyl na B" natenczas skutecznie zaatakuje
Tak se myślę: "mapa" w dodatku "dla wytrawnego turysty" jest ostatnim stopniem wtajemniczenia. Pierwszym jest przewodnik. W przypadku Biesów i moim osobistym jest to Rewasz. A co do przewodników spod innych szerokości geograficznych, tym pierwszym bywa książeczka z logo National Geographic, które osobiście omijam, ale znam grono fanów. Za to do logo Pascala mam duże zaufanie i sentyment.
Czego i Wam życzę![]()
Ostatnio edytowane przez Marcowy ; 01-05-2014 o 21:52
Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)