To zależy od podstawowej rzeczy: będą w plecaku nosić piwo czy nie? I w cale nie żartuję, gdyż jeśli będą, to polecam laminowaną, jeśli nie, może być papierowa. Nie tak dawno wdrapywałem się po nocy pod Wilczą Górę tachając w plecaku kilka puszeczek złocistego smakołyku i może nawet bym na chwilkę się nie zatrzymał ale zaczął mnie wyprzedzać jakiś taki podejrzany zapaszek. Capi i capi, więc sprawdzić trzeba było co też tak capi. Okazało się, że niestety jedna puszka dopuściła się czynu niegodnego i popuściła w plecak. Wszystko zamoczone i zionie jak oddech prawdziwego zakapiora. Nie ma tego złego, wiadomo, Wilcza Góra, a taki wilk zaraz pewnie by chciał zajrzeć co tam Bazyl w tym koszyczku naplecnym przez ciemny las niesie! A cytując klasyka, nie było już czego się obawiać gdyż: „...zapach gorzały snuł się za nim jak smród za wojskiem, a tego wilki nie znoszą. To rzecz stwierdzona. Kiedyś chrzestny Podwójnego, który po fajrant rozwoził listy jako doręczyciel, spał w saniach spity, że szafy od widelca nie odróżniał. Kiedy go ludzie rano jadący na targ znaleźli, jeszcze chrapał. Koni nie było, bo wilki zżarły, nawet skórę, którą był kozioł obity, też poszarpały, już nie mówiąc o torbie z listami, po której tylko sprzączki zostały. A Chrzestnego nawet nie tknęły, tak od niego gorzelnią jechało” (Jerzy Janicki „Hasło”). I tu dochodzimy do kwestii map, mianowicie miałem dwie: papierową i laminowaną, i obie zalane jak ta lala. Papier szkoda było nawet ruszać gdyż rozlazłby się w palcach, natomiast laminowana po dziś dzień działa, co prawda troszkę się otwiera z oporem i takim pomlaskiem ale z czasem pewnie się wykruszy ta jej kleistość :)



Odpowiedz z cytatem