Czy Twoim zdaniem jeśli ktoś jest przeciwko temu, żeby niebezpieczne miejsce na ulicy niedaleko niego kolejny rok stało nieprzebudowane, to też jest tylko rozpacz i tupanie? A nawet gdyby władze miały to głęboko w nosie, to czy właściwe jest pogodzenie się z tym? Gdyby nawet absolutnie nic z tego nie mogło wyniknąć, że ma miejsce coś złego - to przecież jeśli się godzimy z jakimiś negatywnymi zjawiskami, to je z czasem zaczynamy akceptować i zachowywać się jak tamci, którzy biorą w nich udział. Warto więc sprzeciwiać się, nawet jeśliby z tego nie miało nic na razie wyniknąć - dla siebie, żeby nie spadać poniżej pewnego poziomu.
Zresztą założenie, że to, co piszę, musi być jałowym i bezskutecznym protestem, jest mylne. Dla mnie to początek czegoś więcej. Wiesz, dlaczego nikt się dziś z turystami kwalifikowanymi nie liczy? Bo po 1989 r. środowiskom inteligencji opozycyjnej wmówiono, że wolność, o którą walczyły, to liberalna "wolność jednostki". A co jest wart jednostkowy protest, wiadomo. W "wolnej" Polsce społeczność wolnych wędrowców nie tylko nie odzyskała kontroli nad organizacjami turystycznymi (jak PTTK), ale sama się rozpadła na jednostki, jedynie luźno i doraźnie łączące się w łatwo rozpadające się grupki, niezdolne do żadnych konstruktywnych działań. Służą one jedynie zaspokojeniu potrzeby towarzyskiej. Coś takiego musiało totalnie zmarginalizować środowiska turystów kwalifikowanych.
Wystarczy jedna wojna - i okaże się, czy tchórzliwe i leniwe połcie tłuszczu oraz "wyrzeźbione" lalusie to rzeczywiście dorośli ludzie.na szczescie sa tacy ktorzy nigdy nie dorosleja!acz szkoda ze jest ich dosc malo...
Bo po 1989 r. celowo i z rozmysłem zacierano granicę między turystyką kwalifikowaną a wczasami. Z jednej strony wczasy nazywano turystyką, z drugiej - robiono z turystyki dodatek do wczasów. I robi się to dalej.chyba tylko pewien odłam turystyki... bo to co teraz czesto jest uwazane za turystyke tzn. autem do agroturystyki albo schroniska -pensjonatu- i jak nie ma lazienki z ciepla woda to rozpacz w ciapki![]()
Jeśli konsumujemy, czyli ZUŻYWAMY, to przestajemy się różnić od tych pasibrzuchów.
No, to musimy się pogodzić, że będzie tylko coraz gorzej i że Polski nie będzie, bo żaden naród nie jest w stanie istnieć bez elit. Bo co to za elity - jeden polityk kosmopolita, drugi polityk który ośmiesza i prywatyzuje patriotyzm, a obaj szczują Polaków na siebie nawzajem. Obaj też są kukiełkami, pociąganymi za sznurki przez zagraniczne siły. Albo biznesmeni, których ojczyzna mieści się w portfelu. Oczywiście, przy takich rządach Polska może się tylko sypać i nie będzie miejsca dla nas nie tylko na szlakach, ale w ogóle. Lepiej od razu pakujmy się do Londynu na zmywaki.A rezerwaty dla inteligentów to idea z góry skazana na niepowodzenie. Ostatni inteligenci wchodzą obecnie w fazę wymierania, a następne pokolenia już nie bardzo wiedzą, co to za dino ten inteligent.
Naród bez elit musi podporządkować się elitom narodu, który je posiada - i w ten sposób staje się częścią innego narodu. Nie udało się polskiej inteligencji zlikwidować Hitlerowi i Stalinowi - zrobił to kapitalizm i demokracja.
A jeśli chcemy polską inteligencję odrodzić, to musimy zacząć od odbudowy przestrzeni, w której istniała ona najdłużej. I musimy tę przestrzeń jak najbardziej utrwalić, żeby inteligencja mogła się w niej odradzać w sposób niezagrożony. To tak, jak z żubrem w Białowieży. W końcu żubry też były na wymarciu. Ba, w naturalnym środowisku nie było już ani jednego.



Odpowiedz z cytatem