Dzień czwarty
Postanowiłem odnaleźć jedną z chatek, której namiary dostałem od Jabola. Teraz mam problem. Jak ktoś czytał moje wcześniejsze posty, ten wie, że nie jestem skory do zdradzania namiarów na te miejsca. Rano po śniadaniu wsiadamy do Karawanu 2 /podobno autko, którym się poruszam teraz jest podobne do Karawanu/ i jedziemy do Zatwarnicy. Zostawiamy tam nasz pojazd i ruszamy dalej pieszo. Po drodze spotykamy gościa, którego widzieliśmy na KIMBIe. Jeszcze raz przepraszam ale naprawdę nie mam pamięci do nazwisk, imion, pseudo itp. Facet ten był z psem wilczurem. Kawałek drogi szliśmy razem. Przez pewien odcinek drogi pies szedł z nami, a nie ze swoim panem. Później wszystko wróciło do normy. W tym momencie proszę nieznajomego, o przypomnienie swojego imienia. Po przejściu dłuższego odcinka nasze drogi się rozeszły. On poszedł w prawo, a my dalej prosto. Odezwij się Nieznajomy, ale nie podawaj miejsca, gdzie się spotkaliśmy.Po pewnym czasie odnaleźliśmy chatkę. Jest dosyć mocno zniszczona i zapuszczone ale da się w niej przenocować. W tym miejscu dziękuję Ci Jabol za przekazanie mi tego namiaru. Miejsce jest przednie. Problem polega na tym, że jest to już teren Bieszczadzkiego Parku Narodowego i nie wiem jak się zachowają Strażnicy tegoż Parku spotkając tu turystów. Nie jest to mój problem. Miejsce ładne, do sklepu dwie godziny / dla wyrypiarzy znacznie krócej/ woda pod ręką. Odpoczynek. Powrót. Żona moja wymięka. Ja jeszcze robię wypady w bok, ona odpoczywa. Nikt, kto jej nie zna nie wie jaki to dla niej wysiłek łażenie ze mną po Bieszczadzie. Renata nie serwuje po necie i na pewno nie będzie tego czytać. Tylko ja wiem, jaki to dla niej wysiłek, szlajanie się ze mną po Bieszczadzie. Jestem Jej bardzo wdzięczny za to poświęcenie. Dobra. Wiem, że nie interesuje to tych, którzy to czytają. Wracamy do Zatwarnicy. W tym miejscu muszę się przyznać do rzeczy której nie tobie nigdzie w Polsce na północ od Leska. Po wędrówce lubię przyjąć browarna. I tu podzielam częściowo preferencje Jabola /cos w tym musi być. On preferuje Tyskie Książęce, a ja Gronie/. Podjeżdżam do sklepu. Zamknięty. Jedziemy do drugiego. Mijamy po drodze jakiś ludzi. Siadamy pod sklepem oczywiście z browarami w ręce i się raczymy. Przychodzą ludzie, których minęliśmy. I w tym momencie następuje pierwsze zaskoczenie mnie w Bieszczadzie. Facet mówi do mnie „Cześć Bertrand”. Niech zostanie to nasza tajemnica jak mnie rozpoznał. Ja wiem, że czytał moje posty. Był to Piotrek z rodziną. Bądź pozdrowiony w tym miejscu PiotrzeF. Miło Cię było poznać. Szkoda, że rozmawialiśmy tak krótko. Mam nadzieję, że się jeszcze spotkamy. Wtedy pogadamy dłużej. Piotrek pokazał nam jeszcze dom w Zatwarnicy, który warto obejrzeć. I tak właściwie skończył się ten dzień w Bieszczadzie. Reszta nie jest warta opisu. C.D.N.


Odpowiedz z cytatem