Szczęście w nieszczęściu
Pogorzelcy są cali i zdrowi, a mogło być gorzej.
Uratował się również pies Kanton i trzy koty, trzy zginęły.
KOMUNIKAT 1 - o stanie spraw:
Stało się to w godzinach późno wieczornych, kiedy wszyscy byli na parterze domu i powoli zaczęli się przygotowywać do snu. Strach pomyśleć gdyby już spali.
W domu byli:
- Ania i Bolek;
- ich córka Asia z mężem Bartkiem oraz półtorarocznym synkiem Szymkiem, którzy przyjechali w odwiedziny ze Stalowej Woli (mieszkali na górze);
- syn Janik z żoną Aśką byli w tym czasie poza domem (cały ich dobytek był na górze);
Pożar zaczął się na górze, chyba w pokoiku przy schodach. Poczuła go Ania. Wszyscy rzucili się do wody, jednak po 3-4 minutach padło światło i tym samym hydrofor. Na górze już się ostro paliło i nie dało się tam wejść. Ania złapała malutkiego Szymka i torebkę i uciekła z nim aż za most (żeby małe dziecko nie widziało tych strasznych rzeczy), gubiąc po drodze kapcie.
Pozostali próbowali wyrzucać to co pod ręką jednak pożar szybko rozprzestrzenił się na dół. Bolkowi, który był w środku najdłużej, nadpaliło trochę włosy.
Przyjechała straż pożarna i zaczęła polewanie, głównie od strony kuchni i spiżarki, gdzie były butle gazowe – 2 małe wybuchły, 2 duże nie.
STRATY:
- rzeczy osobiste: wg określenia Bolka wszyscy wyszli z pożaru „tak jak stali”;
- sprzęty i urządzenia domowe: prawie wszystko;
- naprawdę spora biblioteka, z dużą ilością albumów i wydawnictw encyklopedycznych;
- miarą szybkości rozwijania się pożaru niech będzie fakt, że Ania zajęła się wynoszeniem dziecka a nie myśleniem o zabraniu schowanej na „czarną godzinę” części odprawy emerytalnej Bolka (na marginesie bardziej jej żal kotów niż tych pieniędzy);
URATOWAŁO się;
- trochę drobiazgów, to „co pod ręką”;
- wyrwany z instalacji komputer (reszta osprzętu spaliła się);
- lodówka ze spiżarki – ta część domu była najintensywniej polewana przez straż – oczyszczona zadziałała !
- w jednej nadpalonej szafie troszkę mokrej bielizny i ubrań, po segregacji i upraniu zobaczy się „co się nada”;
już udzielona POMOC:
- nadleśnictwo (brawo), chociaż teoretycznie nie miało takiego obowiązku, wynajęło pogorzelcom mieszkanie w Pszczelinach (na razie nie wiadomo na jak długo to będzie możliwe), umeblowane i z częścią sprzętów domowych;
- miejscowi ludzie i pracownicy z nadleśnictwa pomagają jak mogą oraz deklarują dalszą pomoc (ale to w większości biedni ludzie, jak to w Bieszczadach). Bolek jak jeszcze pracował był bardzo szanowany przez pracowników leśnych, jako surowy lecz jednocześnie sprawiedliwy leśniczy;
- Bolek dostał z nadleśnictwa talony na zakup ubrania, bielizny i butów w „leśnym” sklepie w Rymanowie;
- my: organizujemy doraźną pomoc finansową na „opędzenie najpilniejszych potrzeb”, w piątek jedzie w Bieszczady specjalny kurier, staramy się powiadomić wszystkich bliższych i dalszych znajomych dla rozszerzenia łańcucha pomocy;
PRZYSZŁOŚĆ:
Na pewno nie zostawimy ich samych z tym nieszczęściem - i już wiemy, że nie tylko my - będziemy pomagać z całym sercem w miarę możliwości, niestety niezbyt dużych (nie ma wśród nas przedstawicieli biznesu).
Boimy się tylko, żeby Drzazgowie nie załamali się psychicznie. W tym wieku – Bolek ma już 66 lat – trudno się myśli (nie mówiąc o realizacji) o szansach odbudowania chociaż części dorobku całego życia.
Pozdrawiam
PS.
W imieniu pogorzelców z całego serca dziękujemy tym, którzy napisali na forum oraz tym, którzy już w duszy zdecydowali nawet o jak najmniejszej pomocy.


Odpowiedz z cytatem