1. W Gorganach zatrzymywałem się na przełęczach a nie w partiach szczytowych. Stąd paliłem gałęziami buczyny a nie kosówką. Kosówka jako opał jest chyba kiepskim pomysłem bo
a) świeża jest zbyt wilgotna
b) zeschnięta mało energetyczna
O ile mnie pamięć nie myli to idąc przez Konia Grofeckiego, Grofę, Parenkie aż do Sywuli można napotkać kilka przełęczy zalesionych liściastymi.
2. Oczywiście Szaszka ma rację zwracając mi uwagę na przyszłe pokolenia. Z tego powodu nie palę gałęziami zrywanymi z drzew (również dlatego, że są zbyt świeże), ale wiatrołomami. Nie uważam tego faktu za usprawiedliwienie, ale za wybór mniejszego zła.
Zdaję sobie sprawę ze znaczenia wiatrołomów, jednak spalenie kilku wysuszonych gałęzi nie jest tożsame z paleniem całych pni. A to w pniach gnieździ się większość fauny .
3. Zapasowe rzeczy. Jednak bielizna na zmianę + krótkie spodnie potrafią cuda. Zwłaszcza , że w G. jest zdecydowanie zimno. (nam się trafił przymrozek w lipcu).


Odpowiedz z cytatem