...cos sie mi tu ...
...cos sie mi tu ...
...jeno być niewidzialny jak Ten co mnie stworzył
Z ust mi ten przepis wyjęłaś. Styczniowe biesiady lodowe w 'Piątce' składały się z:Zamieszczone przez Goska
- potrawy j.w. (zalecam dżem malinowy) lub zamiennie z mrożonego kisielku (kisiel może być cieplejszy niż +0.5 st. C )
- litworówki na spirytusie i krynicznej wodzie z Przedniego Stawu (listki arcydzięgla zawsze ktoś 'przypadkiem' znalazł w przepaści swego wora)
Ktoś spyta dlaczego kisiel mrożony? Ano, w tamtym czasie w 'Piątce' w styczniu było wszystko mrożone :D Zwłaszcza w kocherni :P
Tu jeszcze podam przepis na dojrzewanie kisielku 'Po jurajsku'. Gotujemy na mikroogniseczku 2,5 litrowy gar wody, a gdy wydaje się, że woda zaczyna lekko syczeć, wlewamy doń rozrobiony proszek kiślowy przeznaczony tylko na 1 litr cieczy i mieszamy aż do zupełnego znużenia. Ognisko oczywiście zagasa, gar odstawiamy w krzaki, uciekamy przed świeżym opadem śniegu do namiotu, a rano otrzymujemyw prezencie 2,5 litra cudownie pachnącego żelu, który pożeramy nie bacząc na jego temperaturę i małe lodowisko w łyżce, której używamy do jedzenia :) Nie sypać cukru!! Chrzęści w zębach niczym piach!!
Rano robimy nic. Lubimy to robić (Z Bertranda, 2011)
właśnie, wziąłby człowiek amunicję
eksportową śliwowicję
drzwi opatrzyłby w inskrypcję:
"przedsięwzięto ekspedycję" (MamciaDwaChmiele,2012)
WiemZamieszczone przez Goska
Od lat takie robie, tyle ze dodaje jeszcze mleka w proszku...Pycha
![]()
heheheZamieszczone przez Derty
![]()
![]()
![]()
Kurcze!!!Zamieszczone przez diablica
Nawet nie masz pojęcia jak ryzykowaliscie
Kiedyś wyciagnęlem z potoku taki duzy płaski kamień i rozpaliłem na nim małe ognisko. Zagotowałem sobie zupke i zestawiłem kociołek celem konsumpcji... I wtedy jak coś nie pierdutnie!!! Ogniseczko rozpyliło sie po gwieździstym niebie i opadło deszczem iskier... Przez chwile myślałem że rozpalilem ogień na jakims niewypale z czasów wojny. Ale po blizszych ogledzinach okazalo sie że ten wielki kamień był nasiakniety wodą. Pod wpływem żaru para wodna rozsadziła go w poprzek jak kanapkę. Jedna część została na dole a druga usiłowała odlecieć...Dopiero potem wyczytałem w ksiażkach że na dzikim zachodzie indianie zakradali sie w nocy do obozowisk białych, zamieniali kanienie wokoł ognisk na takie z potoku, ich wybuch i zamieszanie jakie czynil był sygnalem do ataku...Mnie na szczęscie nikt nie zaatakował...
![]()
![]()
Pomyślałem sobie że na całe szczęście nie chodzę po bieskach z kałaszem(AK-47) jestem pewien, że z miejsca położyłbym zaporę ogniową na okoliczne zarośla, usiłując rozpaczliwie jednocześnie sie okopac...
...jeno być niewidzialny jak Ten co mnie stworzył
Zamiast chińskich zupek polecam bulion wegetariański (chyba) z Winiar w słoiku. Wystarczy zalać wrzątkiem, jest super aromatyczny, nie ma metalicznego posmaku, jak "chińczyki", można doń dodawać praktycznie wszystko, co się wygrzebie z plecaka albo upoluje :D Ostatnio wrzuciłem połamaną kromkę chleba, wyschniętego na wiór. Takie prawie grzanki mi wyszły...
A z innych wykwintnych dań dla Jabola :D polecam fondue z zeschniętego sera (o ile za życia należał do tzw. miękkich). Wystarczy blaszany kubek, trochę tłuszczu i źródło ciepła. Warunek - potrzebny jest albo zapasowy kubek, albo święta cierpliwość do zmywania![]()
Nigdy nie byłem wybredny co do jedzenia na wyprawach i jeszcze mi sie zupczany typu "wesoły chemik" nie przejadły. Osobiscie wolę potrawy jedno garnkowe. Do nich uzywam wszelkich kaszek a polecam kaszkę kuskus. Kilka przypraw i przecier pomidorowy i jest miodzio. Z innych ciekawostek mam "wafelki dopalacze" to jest: Zwykłe wafle przekłada sie masa złożona z zmielonych suszonych orzechów włoskich, bananów, jabłek, daktyli i czego dusza jeszcze zapragnie, wszystko to mieszamy z zagotowanym zagęszczonym mlekiem w puszce i dodajemy kakao. Strasznie słodkie ale daje porzadny zastrzyk mocy używałem tego w czasie wypraw rowerowych jako przekąske...
Pozdrawiam
http://www.flickr.com/photos/bison86/
http://picasaweb.google.com/Bison86
Po drogach wedrować, zrobić co tylko sie da aż sie dopełni czas...
Niech zyje "mielonka rzeszowska" i... vifon'a zupka chinska!.. To bylo kiedys... Jak sie harcerzobiesiadouzyszkodnikowalo... i w Wetlinie na przystanku przy -23°C grzalo wode czekajac na autobus, ktory nie dojechal... ziuut- smakowalo mi wtedy wszystko, jak nigdy)) Mielonka, chleb i finka- to mam zawsze (tak na wszelki wypadek )
:)
Jabol :D "andruta" z masa czekoladowa" w Biesy![]()
V CZART Granie
ło..... zapomniałam o wafelkach ....... fakt :P:P .... mam tajny przepis na pyszne wafelki :) .... Bardzo słodkie, ale jaka cudowna ta słodycz w ustach........ Mogą potwierdzić uczestnicy wyprawy na HK....![]()
.......... przepis ściśle tajny..... a wógóle to najlepsze wychodza podczas pełni.........:P
![]()
Prawdziwa przyjaźń przychodzi wówczas, gdy cisza między dwojgiem ludzi nie jest męcząca....
Ja chyba doskonale znam ten przepis na wafelki :P w końcu Baba Jaga ze mnie... hehehe...
A kto ma ochotę na naleśniczki Jagienki? mogę je robić wszędzie i aż się dziwię, dlaczego nie zabrałam swojej ukochanej patelni w Bieski.?
www.zak.lodz.pl poniedziałek po 22:00 audycja "Za Szybą"
Ja chce nalesnika! Ales mi przypomnila...)) Jutro sobie zrobie, widzisz.... Juz teraz wiem.... Cos za mna chodzilo a ja sie glowilam...- teraz wiem :D
![]()
Ale, zeby w Biesy z patelnia....
![]()
![]()
![]()
V CZART Granie
haha.... A co jeszcze pamietam... to pichcenie na zaglowkachPrzed "prawdziwymi Bieszczadami", wczesniej, zatrzymywalismy sie na pare dni w Polanczyku, zeby na "Wodnik"u" poplywac. Mielismy oczywiscie swoje ulubione zakamarki przycumowe- coby nas malo kto znalazl :D to wtedy pichcilismy dobre zarelko. Specjalem, sluchajcie, to podgrzewana konserwa- krojona w plasterki i grochowka z puszki... Ktos jak dorzucil ryz(jak mu sie chcialo ugotowac)... hiehie... a potem jak jeszcze tego ryzu zostalo to sie robilo deser- kisiel z ryzem :D To bylo nadrabianie sil i pelne fizyczne przygotowanie na potem :D
V CZART Granie
Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)