Dobra, ad rem:

Jak wspomnial Iras kilka postów temu, kiedy to jeszcze caly ten wątek byl na temat, przyrządzilam kiedyś kus kus na poloninie Pikuja... Ohydne to bylo i mdle, ale moje dążenie do samodoskonalenia sprawilo, że uparcie probowalam przyrządzać kuskus na następnej wyprawie w Czarnohorze, dodając do niego tym razem kostę rosolową knorra. I to bylo to! Tego wlasnie brakowalo owej tekturze podszywającej się pod kaszę! Mdle już nie bylo, ale dalej nieco suche.
I wlaśnie znalazlam w odmętach internetu radę na to: domieszać kuskus do zupy, a najlepiej grochowej! Tak sobie myślę, ze po dodaniu tam kawalka kielbaski powstanie danie pożywne i smaczne. Spróbuję. :)
Swoją drogą, ciekawa sprawa, że na wyprawie czlowie zjada takie rzeczy, na które w domu nawet by nie spojrzal.. Jak to mówią, "Lepszy na wolności kąsek byle jaki, niźli w niewoli przysmaki!".
pozdrawiam,
Szaszka