Dlaczego dziobka))
Jest parę przyczyn, dlaczego szkoda:
Raz, że jest to piękny rejon i bardzo wartościowy pod kątem wspinaczki, a czy skale coś szkodziło, że była eksploatowana? Wręcz przeciwnie - skałą, jak jest oczyszczona, jest więcej warta - zarośnięta skała przestaje być skałą. Ci, co zadecydowali o usunięciu asekuracji, twierdzili, że ringi szpecą skałę - nieprawda - wystarczyło tylko je zamalowac szarą farbą - nie byłoby ich widac. Po prostu chciano stamtąd wspinaczy usunąć i już - jak zawsze - przeszkadzali, a miejscowe lobby wspinaczkowe nie było dość silne, aby temu zapobiec.
Dwa, gdy byli tam wspinacze (a w krajowej skali porównawczej dużo ich nie było), skały NIE BYŁY tak porysowane sprejami, podrapane jakimiś drapakami, obklejone gumami do żucia. Wspinacze, z racji swojej obecności, pilnowali tego. Widać to choćby w porównaniu z Kamieńcem - gdzie tam są jakieś napisy? Pamiętam, jak sama pogoniłam jednego łebka, który koniecznie chciał się na skale podpisać. Ja rezerwat odwiedzam od prawie sześciu lat - widzę, co się tam dzieje - coraz więcej jest napisów, szczególnie na skałach tuż przy drodze. Na skale Matka straszy wielgachny napis, który kiedyś próbowaliśmy usunąć, ale raz, że jest zrobiony szprejem, a dwa, że jest bardzo duży. Powstał już po wyrzuceniu wspinaczy. Czy naprawdę napisy sprejem na skale lub wydrapany napis - tu byłem kocham jolke - są ładniejsze niż rządek ringów? I coraz więcej skał jest poobtłukiwanych, nie wiem, kto to zrobił, ale chętnie wzięłabym młotek i po palcach takiemu wandalowi.
Trzy - sprawa śmieci. Kosze stojące przy drodze z reguły są pełne. I porozwalane. Kiedyś przeleźliśmy całe rezerwat z worami - dwa lub trzy wielkie wory się uzbierały. Wybacz, ale nie było tego za wcześniejszych czasów. Wiem, bo przecież opowiadali znajomi, którzy tam się wspinali, kiedy jeszcze było wolno. Kto teraz odwiedza rezerwat? Wycieczki szkolne? Przypadkowe grupy zmotoryzowanych turystów? Rozwrzeszczane watahy nastolatków? Byłam tam niedawno - zwiałam w podskokach, bo wyglądało to jak Krupówki lub Moko w sierpniu w upalny dzień. Takie grupy produkują śmieci, nie da się ukryć, a wiele z tych osób ma w zwyczaju rzucać je wokół siebie, nie zwracają uwagi, czy są w rezerwacie, czy na ulicy. Na przykład osoby palące - skończony pecik - pyk - rzucamy na ziemię, co z tego, ze to rezerwat. Widziałam - to nie są przypadki z głowy. Tak ma wyglądać ochrona środowiska w rezerwacie?
Na szczęście i tam sprawdza się zasada, że ruch masowy to ruch skanalizowany - ludzie chodzą trasą wejście - Dziewica i zasadniczo dalej się nie zapuszczają. Dalej jest spokój i to, co chciałabym, żeby było w każdym rezerwacie.
Dla mnie ten temat jest żywy, bo jestem bardzo z tym miejscem związana, nie tylko pod kątem wspinaczkowym, ale i emocjonalnym. To naprawdę piękne miejsce...
Aha - a oficjalnie nie wolno - no właśnie. Oficjalnie nie. I już.



))
Odpowiedz z cytatem