Znam ten rezerwat od 30 lat. W ciągu ostatich 5 lat jestem tam służbowo po kilka razy w roku. Ostatnio byłam jesienią z grupą młodzieży.
Nie rozumiem takiego podejścia. Prządki wg operatu to rezerwat przyrody nieożywionej o pow. 13.62 ha chroniący grupę skał piaskowca ciężkowickiego o charakterystycznych kształtach. Prawodawca uzanał go za teren do tego stopnia cenny przyrodniczo, że objął go w 1957 r ochroną. Mimo tego, że ustawa o ochronie przyrody jasno mówi iż nie wolno wspinać się to jest grupa osób emocjonalnie związana z tym miejscem, która łamię prawo. I mówiąc jezykiem Michała ma w d... prawo. Liczę się tylko ja, my i nasze potrzeby.
Fakt wiosną ruch tam jest duży. Turyści zachowują się różnie. Mi samej wiosną w czasie oprowadzanie, a raczej objaśniania co to jest piaskowiec dzieciak wlazł na skałę i po niej się zsunął. Nikt nie jest w stanie kontrolować zachownia innych osób. Faktem jest także, że skały pokryte są napisami. Z tego co pamiętam zawsze tak było. Rezerwat jest zaśmiecany. I trzeba przyznać, że też dość często sprzątany. Nie wiem przez kogo. Czy to jednak oznacza, że przestał być miejscem cennym przyrodniczo i objętym ochroną prawną? Czy to, ze ktoś na ścieżce dydaktycznej czy szlaku zachowuje się jak ostatnia świnia ma oznaczać, że ja, my mamy iść w jego ślady?
Nie wiem jak zachowują się osoby wspinające się w tym rezerwacie. Nie widziałam tego. Znam za to dość dobrze sprawę Kamienia Leskiego. Bywam tam po kilka razy w tygodniu. Jest wykorzystywany przez łojantów. Różnie się zachowują. Przeważnie nikomu i niczemu nie robia krzywdy. Zdarzają się wyjatki. W tym roku latem grupa osób wspinających się rozbiła obozowisko tuż pod wychodnią skalną. Widziałam jak wyglądał teren przed ich przyjściem i jak wyglądał po zwinięciu obozowiska. Duży napis węglem z ogniska na skale, śmieci i co mnie trochę zdenerwowało zużyte prezerwatywy (następnego dnia byłam tam z dziećmi). Nie generalizowałabym. Zarówno zwykli turyści jak i łojanci potrafią zachować się jak zwykłe świnie.



Odpowiedz z cytatem