Widziałem . I to calkiem z bliska ( jakieś 5 m ). Godz. 3 nad ranem . Maszerowałem rześko ( raczej pomykałem cichutko w bucikach pluciennych takich co to potem można schować do kieszeni ) stokówką z ośr w Sękowcu w kierunku kamieniołomu na ryby . Wyskoczyl z krzaków ( przeskakiwal rów ) prawie prosto na mnie . Był równie jak ja zaskoczony . Przez chwilę popatrzyl na mnie i poszedł dalej nie zmieniając „obranego wcześniej” kierunku . Ja pozostałem na drodze , chyba przez dobrą chwilę , nieruchomy . Po chwili dopiero poczułem dziwne mrowienie na glowie ( to zjeżone moje wlosy pod czapką ) .Zdarzylo mi się to po raz pierwszy ( wlosy autentycznie miałem postawione i przez dłuższy czas nie chcialy „wrócić” ) . Malo tego , po tym miałem „Myślenice”– iść dalej czy wrócić . Poszedłem z „głośno bijącym” sercem i co rusz oglądając się wstecz .
Od tamtej pory czuję szczególny sentyment do tych „stworzeń” ( i po prostu lubię te „zwierzątka” – pewnie dlatego ze mieszkam w K.)
Pozdrawiam
PF


Odpowiedz z cytatem