15 lipca 2005 – dzień trzeci
Wyjeżdżamy autobusem o 7.30 do Iwano-Frankiwska czyli Stanisławowa (16 hr/os). Okazuje się, że chwilowo nie mamy miejsc. Wkracza jednak „władza” czyli kierowca autobusu. Słysząc polski język stanowczo każe innym ustąpić nam miejsca. Czuję się zażenowany i jak się okaże nie ostatni to raz. W rozmowie jednak z „wysiedlonymi” okazuje się, że jadą do miejscowości oddalonej o 20 km od Lwowa i „nie ma problema”… Przeglądam mapę Ukrainy. Chcę się dowiedzieć jakie miejscowości będziemy mijać, ale dwie zarwane noce, choć w luksusowych warunkach, dają o sobie znać… Zapadam w krótkie drzemki.
Zatrzymujemy się w Rohatynie. Kierowca zabiera się do zmiany koła (!) a my wędrujemy do dworcowego baru. Kupujemy piwo i „pyriżki”. Są to smażone racuszki nadziewane dżemem (1 hr). Pychota!!! I znów konsternacja i zażenowanie, choć przyznam bardzo miłe… Kiedy „gruba pani w barze” usłyszała polski język natychmiast poleciła kuchni usmażyć świeże „pyriżki” (na ladzie leżała sterta trochę wcześniej usmażonych!). Żegnani życzeniami dobrej podróży i wszystkiego dobrego ruszamy w dalszą drogę. Jeszcze w autobusie delektujemy się tym „specjałem” .
Przekraczamy Dniestr. Za oknami krajobraz biedy, choć zdarzają się i bardziej okazałe, bogatsze domostwa. Po godz. 11-tej docieramy do Stanisławowa. Chcemy zobaczyć miasto, ale okazuje się, że o 12.20 mamy „marszrutkę” do Werchowyny (14 hr/os + paczka marlboro za plecaki) więc, niestety, rezygnujemy ze zwiedzania. Oglądamy miasto jedynie „zza szyb automobilu”. Ładnie się prezentuje… może następnym razem lub w drodze powrotnej uda się je zwiedzić. Po ok. 3 godz. szybkiej jazdy jesteśmy w Werchowynie. Okazuje się, że o 17.40 za 2 hr/os. możemy dojechać do Dzembroni, znów autobusem. Łazimy więc po pobliskim targowisku a także jemy za 14 hr/os niezły (pełny + piwo) obiad w jednej z restauracyjek (czyściutko, miło i z polskim akcentem – młoda szefowa kuchni, okazuje się, pracowała w jednej z warszawskich restauracji). Wracamy na dworzec i czekamy na autobus. Widzimy jak podjeżdża pojazd z „poprzedniej epoki”, robię zdjęcie (takie auto to kuriozum) i… miła pani z kasowego okienka stukając w szybę pokazuje, że mamy do niego wsiadać. Zaskoczenie kompletne!
Siadamy na końcu wspólnie z podróżującymi z jakimiś tobołami, wiadrami, pakami. Robi się ciasno, ale też i wesoło. Za oknami akurat lunął deszcz i zaczęła się burza. Kierowca „odpalił” maszynę i w kłębach dymu ruszyliśmy. Droga do Dzembroni to emocje do kwadratu: fruwamy czasami pod sufit a spojrzenia przez okno powodują palpitacje serca. Powoli robi się coraz luźniej i można pogadać z pasażerami. Okazuje się, że trafiliśmy na dzień targowy a pasażerowie to dorabiający sobie mieszkańcy okolicznych wiosek. Jedna z jadących kobiet proponuje nam nocleg w swoim domu (10hr/os). Bez chwili zastanowienia zgadzamy się. Przecież to następna noc w łóżku a pogoda nie zachęca do spania pod namiotem – ciągle kropi deszcz.
Nagle coś okropnie strzeliło… Myślałem, że ktoś kropnął przynajmniej z granatnika! Kierowca odwracając się do nas krzyknął – „Nic się nie stało! To tylko gaźnik…” i dalej kręcił kółkiem. Około 20 –tej wysiadamy wreszcie z „piekielnej” maszyny. Pani Anna (zwraca się do nas o przekazanie jej adresu innym wędrowcom(!) – Anna Paliczuk Dmetrowa, Dzembronia – to ponoć wystarczy!) prowadzi nas do swojego domu – od razu pod górę! Po 20 min. wdrapywania się i przełażenia przez ogrodzenia wchodzimy do skromnego domku. W drzwiach wita nas staruszka i dwóch chłopców. Pani Anna zaprasza do izby, gdzie będziemy spać. Przynosi czyściutką pościel, pokazuje, gdzie jest wychodek i źródełko, w którym można się umyć. Po chwili przynosi gorącą herbatę z… macierzanki. Pychota!!!
Rozpakowujemy się zadowoleni, że tak szybko znaleźliśmy się w Dzembroni, że będziemy spać jeszcze pod prawdziwym dachem, i że jesteśmy w Czarnohorze! Oglądamy jeszcze przez lornetkę jutrzejszą trasę na Smotrec i idziemy do łóżeczek. Tym razem zasypiamy błyskawicznie. Nikomu nie chce się gadać. Każdy chyba rozmyśla o tym co nas czeka jutro. Oby tylko była pogoda…
CDN


Odpowiedz z cytatem