Witam,
Nieco mnie takie rewelacje o udrażnianiu śmieszą, a na pewno bardzo mocno denerwują. Wpierw gminy wpuszczają ludzi na tereny zalewowe, a później wyją, że zagrożenie powodziowe. Polska ponoć wdraża program gospodarki zlewniowej opartej na zwiększaniu retencji dolin rzecznych i w ogóle całych zlewni. Od około 50 lat wiadomo, że 'udrażnianie' to najprostszy sposób do powstawania katastrofalnych powodzi. Nigdy nie zapomnę widoku człowieka, którego porwała wzburzona rzeczka wprost z mostu i wlokła w oszalałym, udrożnionym nurcie, na zatracenie. Widziałem to kiedyś w jakimś serwisie BBC czy coś. Dla mnie ten straszny widok był przestrogą - to nie tylko człowieka wlokła woda, ale i jego przekonania co do wielkiej mądrości inżynierów korytujących każdą, nawet najmniejszą stróżkę. Lobby 'betoniarskie' jest niestety potężne. Lepiej nie pytać, jaki szmal jest lokowany w programach 'udrażnieania', bo można osiwieć. W samorządowych głowach rządzi jeszcze jedno przekonanie - 'udrażnianie' jest elementem rozwoju. To ponury żart niestety. Z ogłupionych mieszkańców teras zalewowych i z resztek naturalnej przyrody. Najgorsze, że wpuszczanie ludzi w maliny odbywa się de lege artis. Dbają już o to nieporzekupni eksperci, posłowie i urzędnicy...
Szkoda mi tych bobrów, bo będą musiały migrować dalej i dalej i wiele z nich wyginie w trakcie tej wędrówki. A już miały swój domek.
Pozdrawiam,
Derty