Witam.
Wracam na forum z powodu "Dolina górnego Sanu", która jest mi bardzo, bardzo bliska.
Bodajże dwa tygodnie temu rozwalił mnie jeden widoczek a mianowicie pole namiotowe w rezerwacie "Krywe". Zaniemówiłam wprost z wrażenia. Później jeden ze znajomych wyjaśnił mi, że jest to pole prywatne, że na tym polu nie kazdy moze biwakować, tylko jakieś szczególne osoby, ze nawet Rewasz pisze o istnieniu tego pola (sprawdziłam - istonie), ze służy wyższym celom, korzystają z niego ekipy naukowe, itd.
Na ekipe naukowców ta wiara mi nie wygladała - bynajmniej.
Nigdy nie szwendałam się w tamtych rejonach w upalny letni dzień, jesienią i zimą nigdy tam nikogo nie było. Może więc moje zaskoczenie było nieuzasadnione.
Ale to i tak nic, bo na kolana powalił mnie jakiś hardcorowy koleś ujeżdżający na piekielnie głośnej, jakiejś motocyklopodobnej maszynie po tymże rezerwacie. Nie za bardzo mu szło, więc co rusz dodawał gazu. Tak swojsko się zrobiło w rezerwacie.
No i parking tuż obok szlabanu (nota bene - podniesionego).

I teraz muszę przyznac rację Michałowi, który dawno temu, nie pamiętam w jakim wątku pisał, ze nie mam racji mówiąc, że Bieszczadów nie da się zadeptać. Nie miałam wtedy racji, ani trochę.
Oczywiście, że sie da. Zadeptać, zajeździć, zasmiecić.

Po nas choćby potop