Góra Przemienienia

spadając każdego dnia
do wioski na samym dole
łapał za guziki
serducho żądające wolności
rozczapierzone palce
zagarniały odłamki duszy
rozbitej upojną nocą
wiosenna zieleń
nie odwracała uwagi
od walki z wiatrakami

wieczorny powrót
na Górę Przemienienia
oznaczał kolejne napełnianie
posklejanych skorup
ciężki miarowy oddech
pozory rytmu i harmonii
nieposkromione wejście
poszerzanie pola walki
granice jak wszechświat
nieskończone

Wiktor nie narzekał
często
jabłka bywają takie soczyste
pragnienie
czasem tak trudno ugasić