Ponieważ wcześniej pojawił sie w postach temat legend i ich powstawania pozwolę sobie jeszcze raz do tego wrócić.
Podejrzewam, że legendy te będą w przyszłości w jakis tam sposób kreować wizerunek tego regionu. A nie wiem czy to dobrze. Tak, jak jest chyba jeden autorytet od dawnego, bieszczadzkiego nazewnictwa, tak i gromadzeniem (współtworzeniem?) legend zajmuje się jedna osoba.
Trudno mi oceniać te dawniejsze, na temat tych bardziej współczesnych mam swoje zdanie - ale nie o to mi chodzi.
Powiem co mnie raz spotkało..
Zagadał do mnie na gadu jakis turysta - nie pamiętam ze Szczecina czy Warszawy.
Prosił by mu coś tam podpowiedzieć, ponieważ wybierał się w Bieszczady.
Pytal o takie sprawy, których mnóstwo było na tym forum - typu "7 dni w Bieszczadach",
o to co warto zobaczyć, jaka trasa, jaka mapa, przewodnik, gdzie z dzieckiem bo jest chyba ojcem dwulatka, i takie tam. Odpowiadałam mu na miarę swojego doświadczenia, podałam w co ma się zaopatrzyć, gdzie mniej więcej jechać, itd.
I co? Facet wraca - więc pytanie "no jak było, jak się podobało?".
No i odpowiedź - "wiesz fajnie, ale bardziej podobają mi się Bieszczady opisane w wydanej niedawno książce i te wyśpiewane przez Wolną Grupę Bukowina".
Nie komentowałam tego wtedy - nie będę komentować i dziś.
Heh, Biesy i Czady :D :D